Maroko, Świat

Marokańskie krajobrazy, czyli nasza samochodowa podróż w wielkim skrócie.

10 marca 2015
maroko 1

Lądujemy w Marrakeszu, przechodzimy kontrolę paszportową i odbieramy naszą białą Dacię, by rozpocząć podróż samochodem przez Maroko. Kilka formalności, parę podpisów, sprawdzenie obić i rys na samochodzie i możemy ruszać. Podróż czterokołowcem na trasie lotnisko – centrum miasta to jakiś koszmar. Na drodze tworzą się 4 pasy ruchu (mimo, że narysowana jest tylko jedna linia), wszyscy trąbią, wyjeżdzają ze skrzyżowania na ostatni moment, niczym się nie przejmują. W stresie wjeżdzamy na pas przeznaczony wyłącznie dla skuterów i rowerów. Nie jest dobrze, bo jakaś 20 innych samochodów daje nam głośno znać, że nie poruszamy się po właściwym torze,stresując nas jeszcze bardziej.  Dostajemy auto z prawie pustym bakiem, wiec naszym pierwszym zadaniem jest znalezienie stacji benzynowej. Pech chce, że na żadnej ze stacji  nie można płacić kartą, a my mamy w plecaku jedynie 4 dirhamy (nie, nie jesteśmy nieodpowiedzialni, po prostu lubimy dreszczyk emocji). Mimo, że nie planowaliśmy tego dnia wjazdu do Marrakeszu, potrzeba skorzystania z bankomatu zmusza nas do popełnienia tego samobójstwa.

Czym bliżej jesteśmy centrum tym więcej pasów tworzy się na jezdi i tym głośniej trąbią na nas marokańczycy. Auto bez wspomagania kierwonicy daje o sobie znać. Z lewej strony na środek drogi wychodzi 4 zakapturzonych mężczyzn, przed nami stroi kolorowa riksza podpięta pod 2 konie, do okienka podbiega nam młody mężczyzna proponując skorzystanie z jego miejsc parkingowych, a do tego wszystkiego po chodniku jedzie starszy mężczyzna na ośle. Istne szaleństwo i brak bankomatu w zasięgu wzroku. Wjeżdżamy na pierwszą lepszą stację benzynową i pytamy gdzie jest nabliższy bank, by wybrać pieniądze. Mamy szczęście bo to tuż za rogiem. Rostek biegnie po pieniądze, ja pilnuje samochodu. Tankujemy auto do pełna i czym prędzej ewakuujemy się z miasta.
Jesteśmy głodni, śpiący, i marzymy o kąpieli.
Już przed podróżą planujemy noclegi w samochodzie, dlatego szybko staramy się znaleźć jakąś stację benzynową. Mamy sporo farta, bo trafiamy na taką, w której oprócz wielu miejsc postojowych jest też stoisko z kurczakami i tajinem oraz dość spora łazienka.
Stawiamy sobie priorytety: jedzenie – kąpiel – sen i już po chwili staramy rozwiązać problem głodu. Nie jest to jednak takie proste, bo kurczaki niestety się skończyły, a gdy pokazujemy na tajin oraz portfel panowie odsyłają nas do sklepu. Już wiemy, że bez francuskiego nie wiele tutaj zdziałamy więc odpuszczamy dzisiejszy posiłek i postanawiamy zadowolić się bułką z serem, którą zjedliśmy z samego rana na lotnisku we Frankfurcie.
Bierzemy ręcznik, żel pod prysznic, szczoteczkę i pastę i podążamy do ubikacji. Następnie parkujemy w najciemniejszym zakamarku parkingu, wskakujemy w nasze ciepłe śpiwpory i kładziemy się spać. Po około 15 minutach ktoś zaczyna dobijać się nam do samochodu. Gdy przebudzając się z pierwszej fazy snu widzę przyklejonych do szyby dwóch marokańczyków prawie dostaje zawału. Panowie, jak się okazuje z ochrony, nie pozwalają nam tutaj spać, więc zbieramy się i ruszamy dalej szukać jakiegoś ustronnego miejsca.
Po 10 minutach znajdujemy zajazd z ciężarówkami, hotelem, restauracją i parkingami. Stajemy pomiędzy największymi samochodami, by nie zwracać na siebie uwagi i czym prędzej kładziemy się spać. Około godziny 3 w nocy budzą mnie głosy ludzi, którzy postanawiają koło naszego samochodu urządzić sobie pogawędkę. Szybko jednak zasypiam, a o 7 rano, gdy dzwoni budzik wstajemy, myjemy zęby, ubieramy się i ruszamy w stronę gór.

Planujemy przez góry Atlas dostać się do Sidi Ifni na wybrzeżu. Podróż przez te tereny obfituje w piękne widoki i wspaniałe krajobrazy. Początkowo małe górki i wzniesienia przeistaczają się w coraz większe szczyty. Z daleka widać stożki pokryte śniegiem. Po drodze mijamy doliny na dnie których płyną małe strumyczki i rwiące rzeki, za 2 dirhamy głaszczemy wielbłąda (bo w Maroko za darmo to możesz tylko oddychać), podziwiamy pola pełne wypasających się owiec, krążymy po górskich serpentynach.

samochodem przez maroko samochodem przez maroko samochodem przez maroko IMG_6155 IMG_6153 IMG_6178 IMG_6147 IMG_6140 IMG_6207 IMG_6217 IMG_6219 IMG_6123 IMG_6114 IMG_6132 IMG_6086 IMG_6100 IMG_6070 IMG_6049

Przejeżdżamy przez kolorowe wioski, mijamy gliniane domki, radośnie machamy grupce dzieci. W Atlasie czas się zatrzymał, a ludzie do dziś prowadzą swój spokojny tryb życia: wyprowadzając kozy, jeżdżąc na osiołkach, budując domy, lubując się w kupiectwie.  Odwiedzamy malutkie miasteczka, sączymy soki z pomarańczy, pierwszy raz zajadamy się miejscowym tajinem, kupujemy kilo mandarynek i wypiekany chlebek Khobz.

IMG_6423 IMG_6463 IMG_6474 IMG_6432 IMG_6436 IMG_6439 IMG_6498

IMG_6039 IMG_6137 IMG_6328 IMG_6331 IMG_6323

Gdy docieramy do przełęczy Tizi n’ Test, widoki stają się jeszcze piękniejsze.

IMG_6224 IMG_6221 IMG_6232 IMG_6256 IMG_6261 IMG_6270 IMG_6269 IMG_6267 IMG_6279 IMG_6290 IMG_6292 IMG_6294

Późnym popołudniem żegnamy się z górskimi rejonami i o zachodzie słońca docieramy do Sidi Ifni, by o poranku zobaczyć formacje skalne znajdujące się na jednej z plaż.

IMG_6412 IMG_6399 IMG_6398 IMG_6392 IMG_6364 IMG_6375 IMG_6387 IMG_6351 IMG_6344 IMG_6529 IMG_6533

Nasza frustracja i brak sympatii do marokańczyków ma wiele swoich powodów. Pewno powstanie osobny post na ten temat, ale gdzieś w okolicach dnia drugiego złość ta zaczęła narastać.  Gdy przyjechaliśmy do miasteczka było już ciemno. Wzięliśmy to za dość spory plus gdyż łatwiej na siebie nie zwarać uwagi. Niestety marokańczycy mają włączony tryb : ‚night’ i uwielbiają spacerować po mieście do nawet 2 w nocy. Jak zwykle pierwsze szukamy stacji benzynowych. Niestety w Sidi Ifni znajduje się tylko jedna i to dość malutka. Zajeżdżamy więc na gigantyczny parking, lecz i tutaj nie mamy szczęścia. Gdy tylko mężczyźni zauważają naszą białą dwójkę nie spuszczają z nas wzroku ani na chwilkę. Wychodzą z samochodu i nic nie mówiąc stoją przy nim patrząc się na nasze auto dobre 10 minut. Wiemy już, że jeśli tylko rozłożymy siedzenia przyjdą poinformować nas, że tutaj spać nie można. Zabieramy więc swoje rzeczy i znajdujemy odludny parking bez żadnego samochodu troszkę za miastem. Zadowoleni z braku latarni i z faktu, że nie będziemy budzić niczyjich podejrzeń zaczynamy się rozkładać. Gdy już jesteśmy w końcowym stadium naszych przygotowań do snu podjeżdża do nas policja, stuka w okienko i pyta nas skąd przyjechaliśmy i co zamierzamy zrobić. Mówimy, że jesteśmy tutaj tylko przejazdem, a ten świeci swoją latareczką po naszych śpiworach, mając przy tym nietęgą minę. Pada pytanie o hotel. Już wiemy, że spanie na dziko nie wchodzi w grę więc kłamiemy, że mamy chwilowy postój i zaraz wracamy do miejscowości Tafraoute (szybki refleks i pierwsza miejscowość, która przychodzi nam do głowy). Policjant nie do końca nam wierzy, ale każe nam się stąd wynosić. Mamy świadomość, że gdziekolwiek byśmy się dzisiaj nie zatrzymali będziemy mieć przerąbane. Ze smutkiem rezygnujemy z zobaczenia wybrzeża Sidi Ifni i zmęczeni wracamy w kierunku, z którego przyjechaliśmy. Snując się 50km/h o 23 przez szczere pola co chwile mijamy zakapturzonego mężczyznę, który nie wiadomo skąd wyszedł i gdzie się wybiera. Po pewnym czasie zaczynamy mieć już zwidy i każda rzecz przybiera dla nas postać człowieka.
Do miejscowości dojeżdżamy grubo po północy, znajdujemy stację benzynową  i kładziemy się spać, w duchu modląc się, żeby i stąd nie zostać wyrzuconym.

Przez kolejne dni podróżujemy po południowej części Maroko. Ciągłe ograniczenia prędkości, serpentyny, częściowo zły stan dróg i kontrole radarowe, nie pozwalają nam się poruszać tak szybko jakbyśmy tego chcieli.

Odwiedzamy liczne ksary – osady plemienne zamieszkane głównie przez Berberów, z gliny i kamienia.  Kupujemy kolorowe cukierki w jednym z berberyjskich domków, puszczamy z dwójką chłopców kaczki na wodzie, zawstydzamy malutką dziewczynkę, jemy najlepszego tajina ze figami, orzechami i trawą cytrynową.

IMG_6569 IMG_6595 IMG_6586 IMG_6598 IMG_6574 IMG_6546 IMG_6567 IMG_6618 IMG_6621 IMG_6655 IMG_6658 IMG_6648 IMG_6680 IMG_6701 IMG_6706 IMG_6735 IMG_6738

Mijamy gigantyczne doliny, wyschnięte rzeki, poruszamy się gruntowymi drogami 20 km/h, podziwiamy złote zachody słońca.

IMG_6744 IMG_6761 IMG_6765 IMG_6769 IMG_6727 IMG_6729 IMG_6724 IMG_6716 IMG_6711 IMG_6708 IMG_6701

W Atlasie Wysokim urządzamy bitwę na śnieżki, biegamy po śniegu, kibicujemy rajdowcom, uciekamy przed wściekłym psem, robimy zakupy na lokalnych targach, kilka razy błądzimy z mapą w rekach.

IMG_6844 IMG_6836 - Copy IMG_6809 IMG_6789 IMG_6871 IMG_6895 IMG_6886 IMG_6884 IMG_6860 IMG_6823

Szóstego dnia zapuszczamy się w rejon gór Rif, który urzekł nas zdecydowanie najbardziej. Wspaniałe formacje skalne, góry pokryte resztkami lasów dębowych, zielone polany, doliny, stoki porośnięte makią. Długo krążymy po górskich serpentynach, uciekamy przed dealerami, podziwiamy nowo wybudowaną tamę na rzece, unikamy mandatu twardo utrzymując, że nie rozumiemy, że wyprzedzaliśmy na zakręcie.

IMG_6967 IMG_6962 IMG_6959 IMG_6938 IMG_6940 IMG_6946 IMG_6954  IMG_6935 IMG_6972 IMG_6975 IMG_7003 IMG_7001 IMG_7004 IMG_7016 IMG_7010

Ostatniego dnia autostradą pędzimy do Marrakeszu, by zwrócić samochód na czas. Żegnamy się z naszym białym rumakiem i tym razem już pieszo zmagamy się z brakiem organizacji ruchu w mieście.

_____________________________________________________________________________________

 Informacje praktyczne:

♥ Wynajem samochodu na 7 dni kosztował nas 320 zł.  Na wyjeździe okazaliśmy się wyjątkowo szaleni i nie wykupiliśmy ubezpieczenia redukującego wkład własny (czego zaczęliśmy żałować 2 minuty po wyjechaniu na ulicę), jednak wszystko skończyło się dobrze, a my wróciliśmy samochodem bez najmniejszej ryski.

♥ Wkład własny wyniósł nas 3700 zł (były to pieniądze, które zostały zamrożone na naszym koncie w ramach kaucji). Trafiliśmy na dość dobrą firmę, gdyż przeglądając inne oferty kaucja wynosiła nawet 1500 euro.

♥ Cena benzyny to niecałe 10 dirhamów za litr (około 4 zł). Wydaliśmy na nią około 650 zł i przejechaliśmy około 3000 km.

♥ By zaoszczędzić na noclegach spaliśmy wszystkie dni w samochodzie. Gdy go zwróciliśmy wynajęliśmy na jedną noc riad w Marrakeszu, a kolejną spędziliśmy w autobusie na trasie Marrakesz – Fez.
Nocleg w aucie jest o wiele trudniejszy niż na Islandii czy Sycylii. Marokańczycy są wszędzie i jak już wspominałam wyżej mają włączony tryb ‚night’. Gdy tylko zobaczą coś podejrzanego potrafią wpatrywać się w to przez kilkadziesiąt minut. Zawsze szukaliśmy więc noclegów na opuszczonych parkingach lub poza miastem, gdzie nie było nikogo, kto mógłby się na nas trochę pogapić.

♥ Warto pamiętać, że marokańczycy nie są zbyt bezinteresowni i każdy najmniejszy gest kończy się wyciągnięciem ręki o drobne. Nie raz parkując gdzieś na końcu świata już z daleka widzieliśmy mężczyznę, który w biegu ubierał „kamizelkę parkingowego”. Żeby mieć spokój warto zapłacić mu kilka dirhamów, a w zamian otrzyma się stałą opiekę nad pojazdem oraz profesjonalną pomoc w wyjeżdżaniu z pustego parkingu.

♥ Będąc w dużych miastach, jak i małych wioskach warto skosztować świeżo wyciskanych soków z pomarańczy (4 dirhamy, czyli jakieś 1,60 zł), wypieków (0,20 groszy – 1 zł) i oczywiście wspaniałych tajinów, które podawane w glinianych naczyniach kryją w sobie mnóstwo smaków i aromatów (15-30 zł).

♥ W całym Maroko znaleźć można wiele campingów, na których prysznic kosztuje około 3-4 zł za osobę.

♥ Na ulicach polecamy nie szarżować i przestrzegać znaków, gdyż podczas naszej podróży byliśmy kontrolowani przez policję około 15 razy. Radiowozy stoją przed każdym wjazdem do miasta, a policjanci kryją się z ‚suszarkami’ po krzakach. Większość z nich nie potrafi nawet słowa po angielsku, dlatego domyślam się, że targowanie się o ceną mandatu jest utrudnione.

♥ Będąc w południowej części państwa warto wygospodarować chociaż 2 dni na pustynię. Cena za nocny trekking na wielbłądzie to 20-35 euro, a 7 dniowy rajd po pustyni to koszt 200-300 euro.

♥ W okolicach gór nie ma za wiele supermarketów więc polecamy zaopatrzyć się w wodę i napoje w okolicach Marrakeszu/Fezu, gdyż produkty w lokalnych sklepikach często nie mają ceny, a co za tym idzie doliczany jest do nich „podatek od białego”.

Także warto przeczytać...

3 Comments

  • Reply Cel w podróży 10 marca 2015 at 10:20 pm

    Piękne zdjęcia! W tej części nie byłam. Fajny pomysł z samochodem, można dotrzeć do odległych i trudno dostępnych miejsc. Skorzystam z porad na pewno:)

  • Reply nieśmigielska.com 11 marca 2015 at 6:21 pm

    kurczę, wypozyczenie samochodu to coś, na co sie nie odważyliśmy, a widzę że trzeba było, chociaz na 2 dni. przez tizi’n’tiszka jechaliśmy autobusem i jak porównam moje zdjęcia robione przez szybkę a Wasze, to szkoda gadać, strasznie zazdrościlismy, że nie możemy po prostu sie zatrzymac w ładnym miejscu i wysiąść.
    jak to mowią, następnym razem.

  • Reply Radek - GlobBlog Team 24 listopada 2015 at 2:32 pm

    Rewelacyjne zdjęcia :)

  • Leave a Reply

    Current ye@r *