Ameryka Południowa, Boliwia, Świat

Samotna noc na Salar de Uyuni.

20 października 2017
noc na uyuni

O 3 w nocy Uyuni przywitało nas 10 stopniowym mrozem i gigantycznym bólem głowy. Nagle znaleźliśmy się na wysokości ponad 3500 metrów n.p.m., a naszym organizmom wyraźnie się to nie spodobało. Idąc uliczkami miasta ledwo łapaliśmy oddech, a nasze ciała trzęsły się z zimna. Gdy w końcu dotarliśmy do naszego hostelu (i mimo wczesnej pory dostaliśmy klucze) okazało się, że w pokoju jest jeszcze zimniej niż na zewnątrz. Szybo poubieraliśmy na siebie wszystkie ciepłe ubrania, łącznie z czapką i rękawiczkami, weszliśmy do naszych śpiworów, przykryliśmy się grubymi  kocami i długo nie potrafiliśmy zasnąć. W końcu udało nam się zdrzemnąć, a o poranku wyjście z łóżka okazało się nie lada wyczynem.

Naszym marzeniem od dawna była noc na Salar de Uyuni, więc szybko zjedliśmy śniadanie i od razu udaliśmy się na poszukiwanie autobusu, który przemierza całą pustynię. Miasteczko ma tylko kilkanaście ulic, więc znalezienie tej, z której odjeżdżają prawie wszystkie autokary, ciężkie nie było. Wyzwaniem okazało się jednak dogadanie z kierowcami o co tak naprawdę nam chodzi. W końcu językiem ciała i siłą tłumacza doszliśmy do sedna sprawy i zakupiliśmy bilety na Kaktusową Wyspę – Isla Incahuasi.

Odjazd był dopiero kolejnego dnia, więc mieliśmy trochę czasu by zobaczyć Uyuni oraz przejść się 2 kilometry za miasto – na cmentarzysko pociągów. Samo miasteczko nie jest ciekawe, ale ma specyficzny, lekko pustynny klimat. Nie jest jednak perełką architektoniczną, a ronda usypane z śmieci, w których buszują bezpańskie psy sprawiają, że nie ma się ochoty spędzić tutaj więcej czasu.

Spacer za miasto jest przyjemny i niewymagający. Pogodę mamy piękną i tylko ilość plastikowych butelek i papierków uprzykrza drogę. Bywają momenty, że wręcz brodzimy w śmieciach. Taki widok zawsze nas smuci, ale zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić w Azji, więc musimy i tu – w Ameryce Południowej.

IMG_0539 IMG_0596

Samo cmentarzysko robi wrażenie. Porozrzucane na środku pustkowia lokomotywy i wagony przestały być potrzebne gdy skończyły się surowce i minerały, ostre słońce, wiatr i niskie temperatury powodują, że maszyny rdzewieją coraz bardziej, a jedynym radosnym akcentem są kolorowe graffiti „zdobiące” stare koleje.

IMG_0531 IMG_0578 IMG_0570 IMG_0552 IMG_0588 IMG_0585 IMG_0546

Następnego dnia, w samo południe, stawiamy się w wyznaczonym miejscu i  (jak to w tych częściach świata bywa) z opóźnieniem ruszamy w stronę  Llica – miejscowości położonej po drugiej stronie solniska. Gdy kierowca wjeżdża na Salar de Uyuni, naszym oczom ukazuje się bezkres. Miejsce jest niezwykłe, jak nie-z-tej-planety i nie potrafimy uwierzyć, że spędzimy tutaj noc.

Autobus pędzi jak oszalały i po godzinie jesteśmy na miejscu. Isla Incahuasi wita nas dziesiątkami jeepów i setkami turystów. Kupujemy bilet wstępu i szybko kierujemy się w dalszy i spokojniejszy zakątek wyspy, by znaleźć miejsce na nocleg i rozbić namiot.

IMG_0742 IMG_0748

Chwilę później zamykamy nasz niebieski domek na kłódkę i ruszamy na punkt widokowy, znajdujący się na samym szczycie wyspy. Podejście nie jest strome, a trasa prowadzi obok gigantycznych, jednych z najwyższych na świecie, kaktusów.

IMG_0794 IMG_0799 IMG_0675 IMG_0608

Widok ze szczytu jest nieziemski. Wyspa otoczona jest ze wszystkich stron pustynią, która całkowicie zaburza perspektywę, a widziane w oddali jeepy, motory, rowery i turyści wydają się malutkimi punkcikami.

IMG_0622 IMG_0646 IMG_0645 IMG_0686 IMG_0658 IMG_0682 IMG_0689

Czekamy na zachód słońca. Na górze wieje i jest dość zimno, ale spektakl świetlny wynagradza wszelkie niedogodności.

IMG_0816 IMG_0822 IMG_0842

Na dół schodzimy dopiero gdy słońce całkowicie chowa się za horyzontem. Dyskutujemy z jednym ze strażników o bezpieczeństwie i chwilę później jesteśmy już w naszych namiotach. Przed nami mroźna noc, więc po raz kolejny ubieramy na siebie wszystkie ciepłe ubrania i wchodzimy do naszych śpiworów. Dwie godziny później wychodzimy z naszego campingu, a naszym oczom ukazuje się biała powierzchnia niezwykle kontrastująca z ciemnogranatowym niebem.

IMG_0882 IMG_0908

Spacerujemy po pustyni wpatrując się w niebo usłane milionem gwiazd.
Jesteśmy sami na największej pustyni solnej świata, z dala od wszystkich. We dwoje.
Trudniej o bardziej romantyczną chwilę.

5 IMG_0887

Noc mija nam spokojnie. Jednak budzik w telefonie dzwoni nieubłaganie dając znać, że czas wstać. O 4 rano na zewnątrz jest jeszcze ciemno, więc zakładamy czołówki i po raz kolejny wspinamy się na szczyt wyspy. Na górze czeka już na nas spora grupa ludzi, która tak jak i my przyszła tutaj zobaczyć wschód słońca.

O ile to możliwe wschód słońca jest jeszcze bardziej spektakularny niż zachód. Nie dziwi więc nas fakt, że mimo wczesnej pory i przeraźliwego zimna jest tu tyle osób.

IMG_0963 IMG_0966 IMG_0997 IMG_0970

Gdy słońce jest już wysoko w górze schodzimy na dół, jemy śniadanie i pakujemy namiot. Mamy jeszcze trochę czasu na zdjęcia i zabawę z perspektywą…

IMG_1016 IMG_1034 IMG_1097_fhdr IMG_1077 IMG_1125

…w samo południe przyjeżdża po nas umówiony jeep i ruszamy dalej – wgłąb Salar de Uyuni i w stronę Parku Narodowego Eduardo Avaroa.

IMG_1144

___________________

Informacje praktyczne:

♥ 1 BOB = 0,50 zł

♥ Nocny autobus semi cama Sucre – Uyuni: 60 BOB.

♥ Nocleg najlepiej sobie zarezerwować przez Internet, szczególnie jeśli jedziecie nocnym autobusem, który nierzadko dociera do miejscowości o 3 w nocy i większość miejsc jest po prostu pozamykana.

♥ W miasteczku Uyuni zatrzymaliśmy się w hostelu Marjor. Nie możemy jednak polecić tego miejsca: zimna woda, brak ogrzewania w pokojach (co w miejscach gdzie jest 10 stopniowy mróz ma znaczenie), słabe wifi i śniadania. Jednak widziały gały co brały, a hostel jest najtańszym w mieście, więc nie ma co narzekać :)

♥ W Uyuni jest dość sporo restauracji – większość to pizzerie, jeszcze więcej sklepów z pamiątkami i agencji, które organizują kilkudniowe wycieczki na Salar de Uyuni oraz kilka sklepików, w których ceny są znacznie większe niż w pozostałych częściach kraju.

♥ Jeśli macie czas to wybierzcie się na spacer na cmentarzysko pociągów, które znajduje się jakieś 2 kilometry za miastem. Żeby lepiej orientować się w terenie polecamy bezpłatną aplikację MapsMe, która niejednokrotnie pomogła nam dojść do celu na całym świecie.

♥ Żeby dostać się na Wyspę Incahuasi musicie znaleźć autobus jadący codziennie do miejscowości Llica. Bilet najlepiej kupić dzień przed, bo czasem brakuje miejsc. Autokar odjeżdża między godziną 12:00 a 13:00. Koszt: 25 BOB.

♥ Wstęp na Isla Incahuasi: 30 BOB ważny cały dzień i następnego dnia na wschód słońca. Na wyspie jest jedna restauracja, w której za około 50 BOB zjecie obiad składający się z zupy i drugiego dania (dzięki temu mieliśmy okazję skosztować steku z lamy). Jeżeli planujecie spędzić na wyspie noc to warto wziąć ze sobą odpowiednią ilość wody i przekąsek.

♥ Na wsypę warto zabrać ze sobą okulary przeciwsłoneczne oraz krem do opalania (nas spaliło tak, że nie mogliśmy nosem ruszyć :P)

♥ Niezbędny jest namiot, czołówki, gruby śpiwór (my mamy taki do -9 stopni) oraz ciepłe ubrania, w tym czapka i rękawiczki.

♥ Warto obserwować słońce by nie spóźnić się na zachód, a o poranku wcześnie wstać by zdążyć na wschód.

♥ Następnego dnia można wrócić do Uyuni autobusem (najlepiej spytać kierowcę o której będzie na wyspie) lub tak jak my umówić się z agencją turystyczną, że jeep odbierze was z wyspy i razem ruszycie w dalszą podróż, w stronę Parku Narodowego Eduardo Avaroa.

♥ Dużo przydatnych informacji znajdziecie również na blogu VamosHoney. To między innymi dzięki nim dowiedzieliśmy się o możliwości spędzenia nocy na Salar.

♥ Wybierając się do Ameryki Południowej i Boliwii warto przeczytać książkę „Tańczymy już tylko w Zaduszki” autorstwa Mari Hawranek i Szymona Opryszka oraz posiłkować się informacjami z przewodnika „Peru i Boliwia” Wydawnictwa Bezdroża.

 

 

Także warto przeczytać...

6 Comments

  • Reply Jo. 22 października 2017 at 8:16 am

    Niemal księżycowy krajobraz :), zdjęcia super ;)

  • Reply nieśmigielska 23 października 2017 at 5:34 am

    jeśli jest cos, czego nie lubię i się boję, to spanie w namiocie jak jest zimno, więc szacun, bo pamiętam jak na salarze jest zimno w nocy!

    ps: ładny sweter ma sandra. z islandii? :D

    • Reply Sandra 23 października 2017 at 5:09 pm

      Nie, z lamy :D
      Tzn tak twierdzi Pan, który mi go sprzedawał w Sucre za 30 zł, ale ja myślę, że to mimo wszystko z Chin :p

  • Reply Kris 26 października 2017 at 1:13 pm

    jeszcze piękniejsza perspektywa – to kiedy Salar pokrywa woda. Ma sie wrażenie zawieszenia wewnątrz kuli – niebo i obłoki nad głową i niebo pod nogami. Zapamiętam na całe zycie – 3-dniowy przejazd z Chile ( bodajże San Pedro de Atacama ) – Laguna Colorada – Salar. Do wyspy nie dało sie dotrzeć – za głeboką woda i za zimno na taką kapiel. Co gorsza, kąpiel okazała sie nieunikniona – bród przez rzeke na trasie do Uyuni był nieprzejezdny ( blokowała wywrócona ciężarówka ). Po pasażerów przyjechała ciężarówka a pasażerowie musiełi pokonać rzekę pieszo – lub wracać do Chile. Niewysokim Boliwijczykom woda sięgała po szyję, z bagażami na głowach. Wszyscy trzymali się wzajemnie za ramiona żeby nie dać sie przewrócić prądowi ale i tak niektórzy nie utrzymali równowagi. Dla mnie przygoda skończyła się potężnym przeziębieniem i wspomnieniami żywymi mimo upływu lat. A to miała byc pora sucha !!

  • Reply Fotorelacja z podróży przez boliwijski Płaskowyż Atiplano. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 26 października 2017 at 3:15 pm

    […] Po nocy spędzonej na Salar de Uyuni zastanawiamy się czy może nam się jeszcze przytrafić coś równie ekscytującego. Razem z dwójką bezpańskich psów czekamy na umówionego jeepa w międzyczasie przyglądając się śmiesznym Chińczykom, którzy pozują do zdjęć w naprawdę komiczny sposób. Zawsze podziwialiśmy ich za pomysłowość […]

  • Reply Vamoshoney 27 października 2017 at 9:09 am

    Dzięki Rostki. Miło słyszeć, że nasza przygoda zainspirowała,a wskazówki się przydały! Pozdrawiamy

  • Odpowiedz na „Fotorelacja z podróży przez boliwijski Płaskowyż Atiplano. - Świat według RostkówŚwiat według RostkówCancel Reply

    Current ye@r *