Ameryka Południowa, Kolumbia, Świat

Noc w sercu Amazońskiej dżungli.

9 stycznia 2018
dzungla

Do Letici, niewielkiego miasteczka w Kolumbii, leżącego w środku dżungli nad Amazonką docieramy późnym popołudniem. Podróż jest przyjemna: nie dość, że trafiamy na nowo otwartą firmę, która za niską cenę statkiem o wyższym standardzie przewozi nas z Iquitos do granicy z Kolumbią, to jeszcze podróżowanie tuk tukiem po malutkiej wyspie, na której znajduje się odprawa celna obfituje w piękne widoki pełne soczystej zieleni.

Przekraczając drewnianą łódką rzekę docieramy w końcu do Kolumbii i nagle znajdujemy się w całkowicie innym świecie. Zewsząd rozbrzmiewa muzyka, w każdym sklepie leci karaoke, ludzie śpiewają, tańczą, a powietrze pachnie smażonymi plackami.

Autobus do Omshanty Jungle Lodge - naszego hotelu, łapiemy akurat gdy zaczyna padać obfity deszcz. Na miejsce docieramy już o zmroku, a drogę oświetlamy sobie telefonami, które po długiej podróży są na wyczerpaniu. Przeskakujemy śliskie pnie, staramy się nie poślizgnąć na liściach palm i nie potknąć o duże kamienie. Dookoła słychać tylko cykanie owadów i odgłosy egzotycznych ptaków - tęskniliśmy za takim klimatem.

W końcu w oddali widzimy światło. Pukamy do bambusowych drzwi i już po chwili razem z żoną właściciela idziemy w stronę naszej chatki. Komary zaczynają atakować jak nigdy. Szybko wchodzimy po drabinie na antresolę i chowamy się za moskitierą. Żądne naszej krwi owady jeszcze chwile starają walczyć się z niezrozumiałą dla nich barierą, po czym odpuszczają. Na suficie zaczynają pojawiać się małe jaszczurki i ciemne chrabąszcze. Czyżbyśmy wylądowali w Azji? 

IMG_1167 IMG_1157

Jesteśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Czujemy się trochę jak w Tod Lo w Laosie.
Zasypiamy, a o poranku budzą nas małpy grasujące gdzieś wysoko w koronach drzew.

Wychodzimy z naszej chatki i naszym oczom dopiero teraz ukazuje się ogrom start jakie niedawno dokonały tu burze i nawałnice. Omshanty Jungle Logde który na zdjęciach z malutkimi domkami pomiędzy palmami prezentuje się świetnie, teraz wygląda jak plac boju. Na zewnątrz kilkoro wolontariuszy (których właściciel hotelu Kike cały czas szuka, by odbudować wszystkie starty) pracują w pocie czoła wynosząc drewno, liście, sprzątając zniszczenia, sadząc nowe rośliny.

IMG_1190 IMG_1193 IMG_1194 IMG_1184 IMG_1185 IMG_1182 IMG_1262 IMG_1208

Śniadanie jemy w Salama Tuku – restauracji należącej do Kike, którego w końcu mamy okazję poznać. Właściciel opowiada nam o tragedii jaka spotkała całą Leticie, mówi o atrakcjach miasta i proponuje wycieczkę do dżungli z jego dobrym przyjacielem Alberto, który od dziecka mieszka z rodziną w środku lasu.

IMG_1269 IMG_1251 IMG_1238 IMG_1222 IMG_1216 IMG_1224

Jeszcze tego samego dnia jedziemy na malutkie lotnisko po pieczątki wjazdowe do Kolumbii, spacerujemy po mieście zajadając się kolumbijskimi specjałami….

…a dzień później w za dużych gumowych butach, z moskitierą w ręce i małym plecakiem stawiamy się przed recepcją by razem z Alberto i jedną z wolontariuszek ruszyć w stronę dżungli.

Untitled-1 IMG_1203

Pierwszą część trasy pokonujemy tuk tukiem, a gdy docieramy na skraj lasu rozpoczyna się nasz trekking. Przez prawie godzinę przedzieramy się przez wysokie trawy, przechodzimy przez drewniane mosty, mijamy małe gospodarstwa, idziemy wzdłuż rzeki, aż w końcu docieramy do domu Alberto. Na ganku czeka już na nas jego żona, synowa i jej syn. Jego dzieci są jeszcze w szkole.

IMG_0041 IMG_0044 IMG_0032 IMG_0090 IMG_0070 IMG_0088

Alberto zaprasza nas do siebie, pokazuje werandę, na której znajduje się otwarta kuchnia pełna żeliwnych garnków, drewnianych łyżek z piekarnikiem opalanym drewnem, na którym cicho bulgocze jakiś wywar. Prezentuje również pokój dziewiątki swoich dzieci, które wspólnie dzielą ze sobą przestrzeń kilku metrów kwadratowych. Sypialnia Alberto i żony znajduje się w małym bungalowie po drugiej stronie ścieżki. W prowizorycznym przedpokoju, który jest również jadalnią wisi duży hamak.

IMG_0325 IMG_0323 IMG_0313 IMG_0074

Żona Alberto krząta się w kuchni i przygotowuje dla nas obiad: na drewniany pal nadziewa wyłowioną przez starszego syna z rzeki rybę, którą faszeruje mniejszymi rybkami. W między czasie Alberto oprowadza nas po okolicy pokazując niezwykłe bogactwo dżungli. Prezentuje niebezpieczne owoce i rośliny. Nacina pień drzewa, z którego wypływa słodkie mleczko, prowadzi nas do niewielkiego ogrodu pełnego aromatycznych ziół, a Isabell tłumaczy nam wszystko na angielski.

IMG_0343 IMG_0270 Untitled-4 IMG_0260 IMG_0223 IMG_0227 IMG_0237 IMG_0250 IMG_0253

Do domu wracają dzieci i każde po kolei przybiega żeby się przywitać. Szybko przebierają się w kolorowe ubrania z postaciami z Disneya oraz w piłkarskie koszulki i biegną nad rzekę. Z przerażeniem patrzę, jak najmłodszy syn biega po podwórku z gigantycznym nożem, ale rodzice wydają się nie być przejęci więc i ja się uspokajam.

IMG_0486 IMG_0413 IMG_0108 IMG_0126 IMG_0111 IMG_0158 Untitled-3

Starszy syn bierze maczetę oraz wędkę i staje nad brzegiem wody, a trójka pozostałych dzieci skacze do rzeki, biega i przepycha się wzajemnie.

IMG_0445 IMG_0440 IMG_0367 IMG_0364 IMG_0378

W końcu mama woła wszystkich na obiad i chwilę później jemy wspólny posiłek. Weranda, która jeszcze chwilę temu wydała mi się abstrakcyjnie mała, teraz jakby się powiększyła i każdy znalazł sobie miejsce by spokojnie zjeść.

IMG_0425

Alberto pakuje jedzenie na kolację i ruszamy dalej. Po drodze opowiada nam o rdzennej ludności dżungli, pokazuje największe drzewa w okolicy i prowadzi do dzikiego ogrodu pełnego ananasów i egzotycznych owoców.

IMG_0552 IMG_0554

Dwie godziny później jesteśmy przy małym, otwartym pawilonie, który będzie naszym schronieniem na najbliższą noc. Rozkładamy swoje hamaki otoczone grubą moskitierą i rozpalamy ognisko, które według Alberto chociaż trochę odstraszy namolne komary i owady. Chwilę później grillujemy kurczaka, zajadamy się małymi słodkimi bananami oraz owocem o nieznanej nazwie i słuchamy opowieści Alberto o niezwykłych wierzeniach Indian, o jego kilkumiesięcznym zagubieniu się w dżungli, o duchach i stworach zamieszkujących pobliskie lasy oraz o o życiu w Letici.

IMG_0602

Około godziny 21:00 ruszamy na poszukiwanie tarantul, a dzięki temu że są to stworzenia prawie całe życie zamieszkujące jedno miejsce wiemy, a właściwie Alberto wie gdzie ich szukać.  Nocny spacer przez dżunglę to niezwykłe przeżycie. Świadomość, że pod moimi stopami maszerują stada zabójczych mrówek i jadowitych owadów jeszcze bardziej nakręca sytuację. W końcu docieramy do wysokiego drzewa, na pniu którego pniu leży pająk wielkości naszej dłoni.

-Ten jest jadowity. Ale to maluch, jeszcze dziecko.

Mhm, jeżeli to jest maluch to nie chciałabym spotkać jego matki…

Wracamy do obozu, a ognisko tli się jeszcze delikatnie. Wchodzimy do swoich hamaków, zapinamy moskitiery i zasypiamy przy odgłosach dżungli. Nocą budzę się kilka razy. Świadomość, że jesteśmy dwie godziny od najbliższego domu trochę mnie przeraża, a ciągłe świsty i szelesty nie ułatwiają zadania.
W końcu jednak zasypiam i budzę się dopiero gdy słońce zaczyna przedzierać się przez gąszcz krzewów i drzew.

IMG_0627 IMG_0591

Na śniadanie wracamy do domu Alberto. Dzieci właśnie wychodzą do szkoły, a my mamy jeszcze trochę czasu. W międzyczasie najstarszy z synów pokazuje nam proces tworzenia dachu oraz toreb z silnych liści palm i bambusa. Pijemy herbatę, dostajemy zawinięty w bananowca prowiant na drogę.

IMG_0675 Untitled-2 IMG_0718

Alberto nie chce byśmy wracali do Omshanty tą samą trasą. Pakuje nas więc w małe, drewniane canoe i drogę powrotną pokonujemy rzeką.

IMG_0746 IMG_0779 IMG_0761

Docieramy do hotelu, pakujemy swoje rzeczy, dziękujemy Kiko za gościnę i Alberto za wspaniały czas i niezwykłe przeżycia, ponownie jemy pyszny obiad w Salama Tuku, łapiemy autobus i jedziemy na lotnisko…

IMG_1325 IMG_1319

Lecimy do Miami, z przesiadką w Bogocie. Spędzamy dwie noce na lotnisku, a cztery dni później jesteśmy w Polsce i oficjalnie kończymy naszą trzymiesięczną podróż po Ameryce Południowej!

Przybiliśmy piątkę Chrystusowi z Rio, piliśmy piwo o zachodzie słońca na Copacabanie i opalaliśmy się na plażach Ipanemyzamieszkaliśmy przez tydzień na brazylijskiej wyspiespacerowaliśmy po uliczkach kolonialnego miasteczka Paraty, poczuliśmy siłę Wodospadów Iguazu, przejechaliśmy Paragwaj rozklekotanym autobusem, spędziliśmy noc na Salar de Uyuni i podglądaliśmy dzikie flamingi w Parku Narodowym Avaroa, zgubiliśmy się w uliczkach La Paz, popłynęliśmy na Wyspy, na których narodziło się Słońce i Księżyc, przeszliśmy szlak Salkantay i dotarliśmy do Machu Picchu, wdrapaliśmy się na Tęczową Górę, jedliśmy świetne jedzenie w Limie, przemierzyliśmy część Cordillera Blanca, popłynęliśmy statkiem do Iquitos i przemierzyliśmy kawałek kolumbijskiej dżungli…

To była wspaniała przygoda.

IMG_0009

Także warto przeczytać...

3 Comments

  • Reply Bo moje życie to podróż 9 stycznia 2018 at 7:54 pm

    Wspaniała podróż, cudowne przygody! Jestem pod wrażeniem. Gdzie kolejne wojaże???

  • Reply Po2stronieswiata 10 stycznia 2018 at 12:12 am

    Wspaniala przygoda ???? i jak zawsze pieknie napisana. Jakies plany na dalsze podróże?

  • Reply Po2stronieswiata 10 stycznia 2018 at 12:13 am

    Wspaniala przygoda :) i jak zawsze pieknie napisana. Jakies plany na dalsze podróże?

  • Leave a Reply

    Current ye@r *