Azja Płd-Wsch, Laos, Świat

„Sawadee”, czyli podróż za jeden uśmiech.

26 listopada 2014
laos

Wjeżdżamy do jednej z wiosek i już po chwili wokół nas gromadzą się roześmiane dzieciaczki.
Nie tak łatwo zdobyć ich zaufanie, oj nie!

Schemat naszego spotkania z nimi wygląda praktycznie zawsze tak samo.
Każdy z maluchów ma swoje zadanie do wykonania. Mała dziewczynka w podartej sukience bierze do swoich małych rączek mój nielekki aparat. Widać, że ciężar sprzętu ją przytłacza, lecz nie pozwala sobie pomóc. Umorusaną dłonią kręci obiektywem we wszystkie strony, sprawdza każdy guzik, stuka w wizjer, ściąga i ponownie zakłada dekielek. Cały rytuał powtarza kilka razy z miną fachowca. Po chwili oddaje mi aparat i uśmiecha się do mnie szeroko – sprzęt został zatwierdzony.

Nie tylko ona jest specjalistką od maszyn i urządzeń. Chłopiec w koszulce z batmanem wdrapuje się na siedzonko skutera. Nogi dyndają mu kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Mimo to maluch czuje się na motorze pewnie. Po zbadaniu miękkości siodełka zwleka się na ziemię i podchodzi do kierownicy. Hamulec przedni, hamulec tylni, obrót kierownicą w lewo i w prawo. Wszystko działa.

W między czasie dwójka innych dzieciaków znalazła naszą butelkę z wodą, która szybko zamienia się dla nich w piłkę do kopania. Trzy pozostałe dziewczynki jeżdżą palcem po naszej papierowej mapie, najwyraźniej planując długą podróż.

Gdy już wszystkie dzieci zaczynają nam ufać – rozpoczyna się zabawa! Chłopcy zaczynają walki i przepychanki, siostra z bratem już pędzi do nas by pochwalić się gumową piłką i plastikowym samochodem, dziewczynka o pięknych rysach twarzy przybija Rostkowi piątkę, 3 letni maluszek macha do nas zza traktora, inna dziewczynka przynosi nam w garnuszku garść kasztanów, półnagi chłopczyk toczy rowerową oponę na kiju, a kolejny wspina się na drewniany domek na palach, udając kapitana statku.  Wszystkie maluchy z chęcią pozują, często wyrzucając z kadru resztę uczestników. Każdy chce być gwiazdą sam.
Oczywiście nie wchodzi w grę TYLKO zrobienie zdjęcia. Po każdym usłyszanym dźwięku migawki dzieciaki czekają na efekty swojej ciężkiej pracy modela. Niezadowolone ze swoich ujęć ustawiają się jeszcze raz.  Gdy ujęcie się im podoba śmieją się i pokazują sobie nawzajem fotografię.
Każde wypowiedziane słowo w języku polskim wydaje im się przezabawne. Szybko z zabawnym akcentem powtarzają za nami słowa, a czasem i dłuższe zdania.

Gdy wyjeżdżamy z wioski jeszcze długo całą grupą biegną za nami. Dwójka dogania nas nawet na rowerze i ostatni raz krzyczy radośnie „Sawadee!”

Przed nami kolejna wioska, w której znów musimy przejść rytuał akceptacji. I wiecie co?
Znowu zdaliśmy! : )

IMG_6977

IMG_7470

IMG_7453

IMG_7197

IMG_7215

IMG_7225

IMG_7186

IMG_7202

IMG_7050

IMG_7023

IMG_6990

IMG_7480

___________________________________________________________________

Informacje praktyczne:

♥ Z Sapy w Wietnamie udaliśmy się nocnym busem do granicy z Laosem, gdzie stanęliśmy przed wyborem : Luang Prabang czy Luang Namtha. Jeśli i Wam zdarzy się kiedyś, że będziecie musieli wybierać – nie zastanawiajcie się i od razu kupujcie bilet do Luang Namtha.
Już sama podróż spod granicy do miasta to przygoda!
My polecamy lokalny bus, który nie tylko jest tańszy, ale też pozwala ciekawie spędzić te 12 godzin jazdy. Cogodzinne postoje na lokalnych targach, palenie cygar, podróż z kobietą, która kupiła sobie węża oraz mężczyzną który kupił 3 ptaki – to tylko niektóre z atrakcji, jakie dostarcza ta trasa. Dodatkowo przejazd przez górskie wioski oraz piękne widoki sprawiły, że była to jedna z ciekawszych podróży autobusem podczas tej wyprawy.

♥Są dwa sposoby na dostanie się z Sapy do Luang Namtha:
Opcja 1: kupienie łączonego biletu w jednej z agencji turystycznych w Sapie z przesiadką na granicy (około 20-25 dolarów)
Opcja 2: kupienie biletu do Dien Bien Phu (5-6 dolarów), a stamtąd do Luang Namtha (około 13-16 dolarów)

♥Autobus przyjeżdża na stację oddaloną jakieś 5-6 km od centrum miasta. Warto więc wynegocjować jakąś dobrą cenę u jednego z kierowców songthaews (nam udało się zejść do 16 000 kipów, czyli 2 dolarów za osobę).

♥Luang Namtha nie jest za dużym miasteczkiem, ale ma bardzo dobrą bazę noclegową. Zatrzymaliśmy się w Thoulasith Guesthouse  gdzie zapłaciliśmy 7 dolarów za dwuosobowy pokój z wiatrakiem, wifi i prywatną łazienką.

♥Luang Namtha słynie ze swojego Night Marketu – jednego z najlepszych na jakim byliśmy. Miłym zaskoczeniem (po Wietnamie) są wypisane na tablicach ceny dań. Na straganach królują smażone banany w kokosie, owocowe szejki, laotańska kawa, najsmaczniejsza kaczka z grilla, tzw jungle food oraz wszystkiego rodzaju dania z ryżem i makaronem. Całość najlepiej popić Lao Beer  (piwem, uważanym za jedno z najlepszych w całej Azji).
Bardziej odważni mogą spróbować chrząstek nosorożca na patyku, smażonego węża, jelit czy zarodka małej kaczuszki.

♥Będąc na targu warto skosztować jednego ze smaków whiskey ze stoiska Auntie La. Do wyboru smaki takie jak dziki miód, kawa, mięta z limonką, cynamon itp. Oczywiście o rozkoszowaniu się whiskey nie ma mowy. Alkohol podawany jest na ciepło, a najbardziej wyczuwalnym smakiem jest spiritus.
Jeden kieliszek kosztuje około 25 centów.

♥Jak sama nazwa wskazuje Night Market startuje nocą, koło godziny 18. By do tego czasu nie zgłodnieć najlepiej udać się na Morning Market. Na porannym targu zjeść możemy słodkie wypieki, świeże warzywa i owoce, a także lekkie dania.

♥By odwiedzić pobliskie wioski najlepiej wynająć skuter. W Luang Namtha po raz pierwszy spotkaliśmy się z sytuacją, że podczas wypożycznia motoru, nie tylko musieliśmy zostawić dokumenty, ale także podpisać umowę. Tutaj ostrzeżenie: nigdy nie podpisujcie tylko wersji laotańskiej i zawsze domagajcie się wersji w języku angielskim.
My za skuter płaciliśmy 8 dolarów/dzień.
Cena benzyny waha się od 9 000 – 11 000 kipów (1,1 – 1.5 dolara). Przed wyjazdem warto napełnić bak, a przed wjazdem  w góry nawet jeśli mamy go połowę – uzupełnić braki. Nam w okolicach granicy skuter zaczął pochłaniać paliwo w szybciutkim tempie i w pewnym momencie zrobiło się naprawdę groźnie. Udało nam się jednak dojechać do jednej z wiosek i na migi poprosić o benzynę.  Cena paliwa odkupionego od jednego z mieszkańców to 2 dolary za 0,7 litra! Więc cena podwójnie wyższa!

♥Jadąc w góry, w okolice granicy, warto wstąpić do Muang Sing – malutkiej wioski, w której o poranku odbywa się dość duży targ. Będąc tam można spróbować Keng Kalampi  – laotańskiego kapuśniaka. Samo miasteczko stanowi świetną bazę wypadową do wiosek Akha.

 /Wszystkie informacje pochodzą z roku 2014/



Także warto przeczytać...

4 Comments

  • Reply Monika Śniecińska 26 listopada 2014 at 11:34 pm

    smażone banany <3

  • Reply Trzy rzeczy, za które pokochaliśmy Don Det. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 27 maja 2015 at 9:17 pm

    […] zafundował nam niemałą sinusoidę wrażeń. Autentyczne okolice Luang Namtha zachwyciły nas bez reszty, podczas gdy Luang Prabang i stolica państwa w ogóle nie przypadły […]

  • Reply W 11 państw dookoła Azji. Nasze TOP 3. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 11 stycznia 2016 at 6:18 am

    […] 1. Plemiona północnego Laosu […]

  • Reply Nasze TOP 10 z podróży po Azji. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 23 listopada 2017 at 10:16 am

    […] 3. Spotkania z laotańskimi plemionami. […]

  • Leave a Reply

    Current ye@r *