Azja Płd-Wsch, Świat, Wietnam

Niesfornym skuterem po górach Wietnamu. Sapa.

16 listopada 2014
sapa glowne

-Jak myślisz, ile zapłacimy?
-Nie wiem, ale mam przy sobie tylko 200 tysięcy dongów <równowartość 10 dolarów>. Lepiej, żebyśmy się zmieścili w tej sumie.
-No pięknie! To już jest pewne, że wezmą mnie w zastaw, a Ty będziesz musiał pędzić do miasta do bankomatu, a ja będę umierać ze strachu, że już po mnie nie wrócisz!

Ale od początku..

O poranku w Sapie…

Wczesnym rankiem wypożyczamy skuter z hotelu i kierujemy się w stronę gór.
Tarasy ryżowe o wschodzie słońca wyglądają przepięknie. Magii całości dodaje mgła położona pomiędzy górami. Po drodze mijamy dzieci maszerujące do szkoły w pobliskiej wsi, mężczyzn wyprowadzających bydło na pole i kobiety sprzedające lokalne produkty przy drodze.

IMG_6433

IMG_6428

IMG_6421

IMG_6471

IMG_6401

IMG_6463

IMG_6837

IMG_6550

IMG_6511
O 7 rano jedzie się wspaniale. Zero słońca, lekki wiatr, dookoła piękne widoki. Naszym celem jest Con Son – malutkie miasteczko w górach, w której dziś odbywa się lokalny targ. Wioska ta oddalona jest od naszego punktu wyjazdowego, czyli Sapy, o 120 km. W górach oznacza to około 3 godziny jazdy skuterem przy założeniu, że uda nam się cały czas mknąć te 40 km/h. Tracimy się, błądzimy, do Con Son nie docieramy. Zostajemy za to złapani na przejściu granicznym do Chin. Studiując mapę kilkakrotnie do teraz nie potrafimy zrozumieć jak do tego doszło. Ba! Wydaje nam się to prawie nierealne!

IMG_6799

IMG_6486

IMG_6481

IMG_6478

IMG_6468

IMG_6396

IMG_6338

IMG_6352

IMG_6360

IMG_6383

Historia pewnego motoru…

Gdzieś pomiędzy ‚wysoko w górach’ a ‚brak żadnej wioski na horyzoncie’ zaczyna nam narywać skuterem. Szybka analiza sytuacji i okazuje się, że problemem jest koło. Ryzykujemy i postanawiamy nie zawracać do wioski zostawionej jakieś 15 minut temu za sobą, wsiadamy na skuter i wlecząc się 10km/h jedziemy przed siebie. Po jakimś czasie zza zakrętu wyłania nam się malutka mieścinka składająca się może z 10 domów. Na nasze szczęście skuter można naprawić w Wietnamie wszędzie. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał w swoim garażu narzędzia do naprawy.
Podjeżdżamy i pokazujemy naszego platfusa. Czwórka Panów wpada w śmiech. Przez jakieś 2 minut nie potrafimy dojść do słowa, bo ekipa mechaników pokłada się na ziemi od hihów i smichów. Oczami wyobraźni widzę, że Panowie już wiedzą, że naciągną nas na grube miliony, a ich śmiech to radość przed kupnem całego warsztatu za pieniądze, które będziemy musieli im zapłacić za nowe koło do skutera.

Diagnoza : dętka. Pan zakleja dziurę, dopompowuje powietrza, zakłada oponę oddaje nam skuter i macha na pożegnanie. Zdziwieni pytamy ile mamy zapłacić. Pokazujemy na portfel, na pieniądze. Szybka narada z kumplami po fachu. Pada: 10 tysięcy dongów <równowartość naszego 1,50 zł>.
Nie wiem kto wygląda śmieszniej: mechanik ze zdziwioną miną, że za tak „drobną” usługę chcemy mu zapłacić, czy my, że za tak „ratującą-życie”  pomoc płacimy tak mało.

Nasze szczęście nie trwa jednak długo. W momencie, w którym robimy sobie krótką przerwę na zdjęcia, skuter nie odpala. Szybko dochodzimy do wniosku, że nie jest to wina braku benzyny, bo tej mamy aż zanadto, a mimo to motor nie daje znaku życia.
Kolejny raz stajemy przed wyborem, w którą stronę ruszyć. Miejscowość, która minęliśmy chwilę temu jest na wysokiej górce, a pchanie tak ciężkiej maszyny nam się nie uśmiecha, nie wiemy też jak daleko do jakiejkolwiek wioski w drugą stronę. Naszą bezradność wyczuł jeden z przejeżdżających mężczyzn, który mimo, że nie potrafił powiedzieć słowa po angielsku, kazał mi wsiadać na jego skuter, a Rostkowi zjechać z górki na wyłączonym silniku. Rostek, niczym na hulajnodze, dotachał motor do kolejnego warsztatu.
Żona zawołała męża, mąż uśmiechnął się pod nosem, zdecydowanym ruchem odpalił manualnie silnik, zdjął maszynę ze stopki i oddał nam skuter.
Cała czynność trwała jakieś 2 minuty, a mężczyźnie nawet nie przyszło do głowy, żeby zabrać za to zapłatę.

Po raz kolejny ruszamy w trasę, na postojach postanawiamy nie wyłączać silnika i powoli zbliżamy się do Sapy, gdy nagle nasz skuter zaczyna wydawać z siebie dziwne dźwięki. Każda wolniejsza jazda <wskazana na górskich serpentynach> powoduje, że nasz motor zaczyna wariować i trzaskać.
Zatrzymujemy się zrezygnowani. Sami nie potrafimy uwierzyć, że jeden skuter potrafi tyle razy dać się we znaki..
Postanawiamy nie odwiedzać kolejnego warsztatu i dojechać na tej paskudnej maszynie już do końca.
W każdej z mijanych wiosek zwracamy na siebie uwagę nie tylko kolorem naszej skóry, ale też przeraźliwym hałasem jaki robimy wokół siebie. Wjeżdżamy z hukiem poruszając całą wioskę, a wyjeżdżając zostawiamy za sobą kłęby kurzu.

Zajeżdżamy na miejsce.
Oddajemy skuter, z którym nie chcemy mieć już nic wspólnego.
Następnego dnia dostajemy inny model.
Na szczęście.

Po co do Sapy?

Wietnamskie góry mają do zaoferowania o wiele więcej niż tylko piękne widoki, możliwość zrobienia wspaniałych zdjęć czy przeżycia stresującej (stresujących!)  sytuacji. To co urzeka większość przyjezdnych i co urzekło także i nas to możliwość spotkania przedstawicieli różnych mniejszości etnicznych. Do samej Sapy kobiety przybywają już o 6 rano by zachęcić turystów do trekkingu, homestay’u czy chociażby kupna lokalnej pamiątki. Kwieciści H’mongowie w wielokolorowych pasiastych spódnicach, Dzao z ogromnymi turbanami czy też skromni Czarni i Biali H’mongowie dziarsko przemierzają górskie tereny, pracują w polach, na plecach noszą swoje pociechy, wyszywają kolorowe chusty, dbają o dom i rodzinę.

IMG_6781

IMG_6745

IMG_6701

Przy górskich ścieżkach co krok spotkać można jedną z nich sprzedającą warzywa, owoce czy też jej własne wyroby. Podczas naszych skuterowych wojaży spotkaliśmy ich bardzo wiele, a i tak mamy wrażenie, że nie do końca poznaliśmy ich styl życia czy kulturę.   Sapa, a właściwie jej okolice, to miejsce do którego chce się wracać. Zapierające dech widoki, urkliwe wioski, sympatyczni ludzie, kolorowe kobiety, aromatyczne jedzenie i niezapomniana górska atmosfera.
To zdecydowanie nasz numer 1 w Wietnamie.

IMG_6616

IMG_6606

IMG_6857

IMG_6792

IMG_6900

IMG_6904

______________________________________________________________________________________________

Informacje praktyczne:

♥ W Sapie bardzo łatwo o znalezienie taniego hostelu czy guesthouse. Autokar z Hanoi przyjeżdża do miasta około 6 rano i od razu po wyjściu zostaje się zaatakowanym przez grupkę nagabywaczy z różnych hoteli oraz przez kobiety z górskich plemion proponujących homestay lub trekking. Ceny spokojnie można negocjować, a im mniej białych jedzie autobusem, tym łatwiej o zniżkę.
My zatrzymaliśmy się w Sapa Queen Palace Hotel za 8 dolarów za dużą dwójkę z prywatną łazienką, ale spokojnie da się znaleźć coś tańszego, szczególnie poza sezonem.

♥ Żeby poznać okolice, najlepiej wynająć skuter. Ofert jest bardzo dużo wystarczy przejść się jedną z uliczek i popytać w biurach podróży i hotelach. Zazwyczaj, jeżeli motor nie jest wynajmowany w hostelu, w którym się zatrzymujecie, trzeba w zastaw zostawić paszport. Staraliśmy się tego unikać i zostawiać dowód lub legitymację studencką.
Ceny wahają się od 6-10 dolarów za dzień.
Koszt benzyny to około 20-22 tysiące dongów (ciut ponad dolar) za litr.

♥ W Sapie, ze względu na ograniczony budżet, jedliśmy tylko i wyłącznie na lokalnym targu. Ceny były niskie, porcje obfite, a dania smaczne. Minusem jest fakt, że ceny zazwyczaj wymyślane są przez kucharki na bieżąco i ta sama zupa Pho dziś może kosztować 0,75 dolara, a jutro już 1,50 dolara.
W miejscowych restauracjach można dostać ‚set menu’ składające się z zupy, dania głównego, deseru i dodatków już za 5-6 dolarów

♥ Rozmawialiśmy z kilkoma kobietami z plemienia H’mong i Dzao na temat trekkingu, nad którym bardzo poważnie się zastanawialiśmy. Ostatecznie jednak zrezygnowaliśmy. Ceny za 3-dniowy trekking z wyżywieniem i noclegiem zaczynały się od 30 dolarów na osobę. Nawet jeśli nie uda Wam się wybrać na trekking, warto chociaż przez chwilę porozmawiać z jedną z kobiet.

♥ Udało nam się w 3 dni, zrobić trzy trasy, które gorąco polecamy :

Sapa – Cao Son/chińska granica – piękne widoki szczególnie o wschodzie słońca, lokalne wioski, możliwość podejrzenia życia górskich plemion.
Sapa – Heaven’s Gate – niestety, ze względu na złe warunki pogodowe nie udało nam się zobaczyć przełęczy, ale wszystko wynagrodziła sama trasa wśród bardzo wysokich gór, wodospadów i kamienistej rzeki.
Ham Rong  – czyli cały region znajdujący się około 10 minut jazdy skuterem od miasta. Jeśli ktoś ma tylko pół dnia na zobaczenie okolic Sapy, to jest to najlepsze miejsce. Zielone tarasy ryżowe, pracujący w polu Wietnamczycy, beztrosko pasące się na polanach bawoły. Takie wietnamskie góry w pigułce. W okolicy położona jest dość turystyczna wioska Cat Cat, do której można wjechać za cenę 2,50 dolara. Jeśli sama wioska was nie interesuje należy powiedzieć to Pani w okienku biletowym.

♥ Wyjazd do Sapy warto zaplanować tak by zobaczyć niedzielne targi w okolicznych wioskach. Najbardziej znany jest ten w Bac Ha,ale równie ciekawe są te w Muoung Hum i Coc Ly. Nam nie udało się niestety żadnego odwiedzić, czego bardzo żałujemy.

/Wszystkie informacje i ceny podane są w okresie trwania niskiego sezonu. Podczas pory suchej ceny rosną nawet o 50 % /

Także warto przeczytać...

4 Comments

  • Reply kanoklik 16 listopada 2014 at 6:44 pm

    rewelacyjne zdjęcia !!! mam nadzieję, że kiedyś te wszystkie informacje przydadzą mi się w praktyce :)
    po zdjęciu ze zmasakrowaną barierką wnioskuję, że trasa górska może dostarczyć wielu wrażeń.

  • Reply Monika Śniecińska 16 listopada 2014 at 11:12 pm

    Dzięki Wam w końcu zobaczyłam jak wyglądają pola ryżowe! hahah A tak na powaznie: CUDOWNE zdjęcia!

  • Reply Palambak - ukryty skarb Sumatry. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 22 listopada 2015 at 12:33 am

    […] było naszą specjalnością. Robiliśmy to w Vieng Viang w Laosie, w Baganie w Birmie oraz w wietnamskiej Sapie. Jednak ten karaluch okazał się być godnym przeciwnikiem i schował się na amen. […]

  • Reply Wszędzie po drodze 28 marca 2017 at 2:27 am

    Piękne zdjęcia! Zazdrościmy Wam choć odrobiny tego ryżu na tarasach. My byliśmy w Sapa tydzień temu (a więc w marcu) i, niestety, zastaliśmy jeszcze błoto :P I tak, i tak, było pięknie, ale wyobrażamy sobie, że może być jeszcze lepiej! Za to na trekking do wioski się wybraliśmy i to była świetna decyzja :)

  • Leave a Reply

    Current ye@r *