Azja, Indonezja, Podróż dookoła świata, Świat

W oparach wulkanu Ijen.

15 grudnia 2015
ijennn

Jest godzina 1 w nocy, a my budzimy się w aucie naszego kierowcy, który około 1:30 ma wyruszyć z nami w stronę wulkanu Ijen. Mamy szczęście, że zgodził się nas „przenocować” w swoim samochodzie, bo ceny w hotelu są absurdalnie wysokie (do miasteczka położonego niedaleko wulkanu dotarliśmy kolo godziny 19, a pobudka jest około godziny 1, wychodzi więc na to, że w pokoju spędza się 6 godzin, płacąc za tą możliwość aż 15 dolarów).

To już trzeci dzień z rzędu, kiedy nie możemy się wyspać. Po 3 godzinach snu zarzekamy się, że to już ostatni wschód słońca na jaki pójdziemy w najbliższym czasie. Na zewnątrz jest ciemno i zimno. Ubieramy na siebie stały komplet trekkingowych na nocne eskapady (dwie bluzy, kurtka, spodnie i czapka) i ruszamy w stronę hotelu, by spotkać się z pozostałą częścią naszej grupy: młodym Francuzem i Belgiem. Pół godziny późnij siedzimy w samochodzie, który zmierza w stronę Ijen.

Na miejscu czeka już na nas przewodnik – mały Indonezyjczyk o imieniu Adi – z dwoma czapkami na głowie, plecaczkiem włóczykija, parą dziurawych rękawiczek i uśmiechem od ucha do ucha. Rozdaje nam bilety, latarki, przeprowadza przez bramę i już po chwili rozpoczynamy wspinaczkę. Droga nie jest ani trudna, ani męcząca, co prawda miewa cięższe momenty, ale ogólnie jest dość przyjemna.
Na szczycie jesteśmy około godziny 3, a wokoło wciąż panuje ciemność. Adi wyciąga z plecaka cztery maski i rozdaje naszej małej grupie. O tym, że Ijen jest wulkanem toksycznym dużo się nasłuchaliśmy i naczytaliśmy, ale jak zwykle przyjęliśmy to z rezerwą. Większość informacji przeczytanych w Internecie zazwyczaj nas zawozi lub jest przekoloryzowana, więc maski bierzemy raczej dla świętego spokoju, bo nasz przewodnik mocno podkreśla ich użyteczność. Rozpoczyna się trudniejszy etap – zejście do wnętrza krateru, w którym znajduje się jezioro siarkowe. Droga już na początku sprawia trudności. Duże kamienie osuwają nam się pod nogami, głazy są śliskie, a całą wędrówkę utrudnia wąska ścieżka, na której co jakiś czas mijamy górników, wracających z nocnej zmiany z koszami siarki.  Mężczyźni niosą na swoich plecach nawet i 110 kg drogocennych kamieni.

Schodząc coraz niżej zaczynamy czuć nieprzyjemny, jajeczny zapach, przypominający ten z Islandii. Z minuty na minutę odór staje się coraz bardziej drażniący, a to dopiero początek tego co mamy doświadczyć. W oddali widać już niebieski ogień migoczący radośnie na tle ciemnej, gwieździstej nocy. Adi tłumaczy nam, że płomienie te są oznaką palącego się w temperaturze 600 stopni Celsjusza gazu siarkowego, a przy dobrym wietrze osiągają nawet 5 metrów wysokości.

Gdy słońce zaczyna delikatnie wschodzić i niebieskie ognie gasną, schodzimy jeszcze niżej. Zapach siarki przybiera na sile, a zbyt silny wiatr powoduje, że cały dym leci w naszym kierunku. Przez chwilę tracę panowanie nad własnym ciałem: z oczu lecą mi rzewne łzy, zaczynam kichać i smarkać, a maska nie jest na tyle szczelna by odciąć dostęp do siarki, więc każda próba wzięcia powietrza kończy się ostrym kluciem w płucach i gwałtownym kaszlem. Nie tylko my reagujemy tak na Ijen. Wokół turyści klękają, kucają, kichają, płaczą, a nawet uciekają w górę krateru. Osoby z astmą nie mają tutaj możliwości „przetrwania”.

IMG_0586 G0593786 G0603805

Gdy wiatr nareszcie zmienia kierunek, przejaśnia się i w końcu da się oddychać możemy się rozejrzeć. Wnętrze wulkanu prezentuje nam się w delikatnym blasku słońca. Tafla siarkowego jeziora przybiera idealny turkusowy kolor, białe skały pokryte są w lekkiej mgle, a dym wytwarzany przez siarkę mieni się na wszystkie odcienie żółci i zieleni.

IMG_0532 IMG_0818 IMG_0717 IMG_0824 IMG_0830 IMG_0773 IMG_0710

Podchodzę do górników, którzy w oparach pracują po kilka godzin dziennie. Z rozmów wynika, że za kilogram siarki dostają około 900 idr (jakieś 6 centów!!!!), a każdy z nich codziennie dwa razy pokonuje drogę z dołu do góry i potem do krateru niosąc na swoich plecach kosze ważące od 60 do 120 kg. Mężczyzna pokazuje mi swoje plecy, zniekształcone od ciężaru codziennie przenoszonych koszy z siarką. Gdzieś wśród tych wszystkich oparów wyłania mi się twarz starego mężczyzny z papierosem w ręce, który sprzedaje małe zwierzątka zrobione z siarki. Niedaleko dwójka młodych chłopaków bez masek pakuje koleje partie żółtych kamieni.
Większość z górników nie dożywa nawet 40 lat, a ci, którym się „udaje” już do końca życia mają problemy z płucami i oddychaniem. I wszystko to za  niecałe 7 dolarów dziennie.
Niewiarygodne, ile jest w stanie zrobić człowiek by zarobić kilka dolarów…

IMG_0784 IMG_0465 IMG_0448 IMG_0443 IMG_0435 IMG_0622 IMG_0650 IMG_0637 Bez nazwy-3 ijennn Bez nazwy-4

Kopalnia pracuje całą dobę i przez prawie 24 godzinny dziennie specjalne rury odprowadzają płynną siarkę o wysokiej temperaturze, która zastyga w kilka minut.  Górnicy metalowymi prętami odłamują siarę wkładając  ją do dużych drewnianych koszy.

IMG_0675 IMG_0637 IMG_0650

Około godziny 7 gdy słońce jest już wysoko na niebie rozpoczynamy wspinaczkę. Wydostanie się z krateru wulkanu wydaje się łatwiejsze niż schodzenie. Po drodze po raz kolejny mijamy górników. Niektórzy wspinają się do góry kończać swoją nocną zmianę, inni dopiero schodzą rozpoczynając dzienną. Każdy z nich wręcz biegnie po obsuwających się kamieniach, oczywiście w japonkach. Z góry krater prezentuje się jeszcze piękniej – z daleka od toksycznych oparów wszystko zdaje się być bardziej kolorowe i przejrzyste. Dalej lekko zszokowani warunkami, w jakich pracują ludzie schodzimy na dół w towarzystwie Adiego i jego wybornych żartów na temat każdej narodowości. Adi ma szczęście – udało mu się naczyć angielskiego i zostać przewodnikiem. Nie tylko jego zarobki się podwyższyły, ale też  jakość jego życia.

IMG_0842 IMG_0841 IMG_0850 IMG_0822 IMG_0838 IMG_0834 IMG_0793 IMG_0805 IMG_0817

IMG_0858 IMG_0869 IMG_0870 IMG_0861 IMG_0852 IMG_0862

Po godzinie jesteśmy już na parkingu skąd ruszamy do portu w stronę Bali, a nasze ubrania, mimo, że były już prane 3 razy, śmierdzą siarką do dziś.

G0613850

____________________________________________________________________________________________

Informacje praktyczne:

♥ 13 000 idr = 1 dolar

♥ Z Cemoro Lawang (okolice wulkanu Bromo) do Probolinggo dostaliśmy się jednym z pierwszych porannych busów, razem z grupką sympatycznych Polaków również podróżujących po Indonezji. Za podróż zapłaciliśmy 40 000 idr.

♥ W Probolinggo udało nam się dogadać z mężczyzną, który za 200 000 idr zawiózł nas do miejscowości położonej pod wulkanem Ijen, pozwolił nam za darmo spać w samochodzie, rano zawiózł nas pod sam wulkan, załatwił przewodnika, a po zejściu odwiózł do portu w stronę Bali. Najprawdopodobniej da się to zrobić taniej na własną rękę i z przesiadkami, ale możliwość darmowego noclegu (na który i tak stracilibyśmy pieniądze) + szyba organizacja transportu (w Indonezji rzadko co jest na czas i często kierowcy czekają na komplet pasażerów) wydawała nam się być bardzo korzystna.

♥ Jeśli ktoś chce to zrobić na własną rękę to musi z Probolinggo dostać się do miejscowości Bondowoso (około 25 000 idr), a potem do miejscowości Sempol (w której jest hotel za 200 000 idr za pół nocy), a stamtąd do Post Paltuding (gdzie nie jeżdżą regularne autobusy i jest tylko jeden hotel). Spod wulkanu do portu trzeba już łapać prywatne vany, samochody lub najlepiej próbować zabrać się z jakąś wycieczką.

♥  Wejście na teren wulkanu Ijen to koszt 100 000 idr, a wypożyczenie masek to koszt 20 000 – 50 000 (w zależności od umiejętności targowania się)

Także warto przeczytać...

7 Comments

  • Reply Magda 15 grudnia 2015 at 7:53 pm

    Czym pstrykacie takie piękne zdjęcia ? :)

    • Reply Świat według Rostków 15 grudnia 2015 at 11:02 pm

      dziękujemy za taki komplement z rana! :)
      zdjęcia robimy Canonem 5d :)

      • Reply Magda 17 grudnia 2015 at 5:18 pm

        a jaki obiektyw ? :)

  • Reply Pozdrowienia z Gili Meno! - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 22 grudnia 2015 at 3:22 pm

    […] i wulkan Rinjani, o zmierzchu podziwiać można Bali i wulkan Agung. Jako, że po wulkanie Bromo, Ijen i Batur dość mamy już wczesnych pobudek decydujemy się na zobaczenie zachodu. Późnym […]

  • Reply STO historii 24 grudnia 2015 at 7:53 pm

    Tak wiele osób pisze o tym wulkanie, że aż sami chyba sprawdzimy w odpowiednim czasie – po zdjęciach widać, że warto! Macie zdjęcia niebieskich płomieni? Pozdrowienia z Nowej Zelandii!

  • Leave a Reply

    Current ye@r *