Azja Płd-Wsch, Laos, Świat

Trzy rzeczy, za które pokochaliśmy Don Det.

3 grudnia 2014
laos

Dlaczego jest tak, że niektóre miejsca zapadają nam w pamięci na długo, a inne nie?
CO sprawia, że pewne podróże i odwiedzone obszary są dla nas ciekawsze? Dlaczego są na mapie punkty, które dażymy większym sentymentem?

Laos zafundował nam niemałą sinusoidę wrażeń. Autentyczne okolice Luang Namtha zachwyciły nas bez reszty, podczas gdy Luang Prabang i stolica państwa w ogóle nie przypadły nam do gustu.  Zauroczyliśmy się spektakularną jaskinią i życiem w drewnianym domku w Konglor, by kilka dni później zawieść się na Pakse. Nasza trzydniowa podróż po Płaskowyżu Bolaven była cudowna, więc bardzo obawialiśmy się wizyty na Don Det – która według wyliczeń, powinna nam się nie spodobać.

Nic bardziej mylnego! Nasza wizyta na jednej z 4000 wysp była strzałem w dziesiątkę!

A oto trzy rzeczy, za które tak bardzo pokochaliśmy Don Det:

1. Sielskość

Don Det to mekka backpackerów. Kolorowe domki, hamaki na werandach, knajpki z muzyką reagee, barmani w dredach i kolorowych koralikach, karaoke, tanie restauracje, bary z barwnymi drinkami, możliwość zapalenia zioła na jednym z drewnianych ganków – to wszystko sprawia, że na wyspie, choć malutkiej, spędzić można i dwa tygodnie i ciągle nie mieć jej dość.My zatrzymaliśmy się na Don Det zaledwie na 3 dni i z wielkim żalem opuszczaliśmy to miejsce, żegnając się nie tylko z wyspą, ale i całym Laosem.

IMG_8183

IMG_8190

IMG_7838

IMG_8092

IMG_8007

IMG_8005

IMG_8096

IMG_8000
Nasz pobyt spędziliśmy w malutkim drewnianym bungalowie, z dwoma hamakami na werandzie. Magii temu miejscu dostarczała rodzina, która nas w nim gościła. Starsza pani była wspaniałą organizatorką potrzebnych nam sprzętów (jak ładowarka czy przejściówka) i niezastąpioną kucharką, podczas gdy jej mąż przyrządzał dla nas aromatyczne koktajle ze świeżych owoców.
Potrafiliśmy czasem spędzić na kolorowych poduszkach 4 godziny leżąc w towarzystwie kota sąsiadów i patrząc na leniwy nurt Mekongu. A gdy w południowej części wioski brakowało prądu, siedzieliśmy na ganku w otoczeniu świec, mogąc podziwiać muzykę na żywo dobiegającą z baru karaoke po drugiej stronie rzeki.

IMG_8170

IMG_7826

IMG_7831

IMG_7863

IMG_7856

IMG_7841

IMG_8163

IMG_8159

Wieczorem wyspa robi się naprawdę magiczna. Na całym Don Det nie ma ani jednej latarni, więc 40-minutowy powrót z części wschodniej na zachodnią to przeżycie samo w sobie.

2. Dzieci

Łowią ryby w pobliskiej rzece, składają łodzie, zbierają drewno i wyprowadzają woły na pola. Te mniejsze  z brudnymi buziami biegają w samych spodenkach z bananami w ręku i zaczepiają przechodniów. Fascynuje ich wszystko i wszystkiego chcą dotknąć.
Bawią się kamerą, udają, że robią zdjęcia, skaczą z pomostu do wody, popisują się swoimi zdobyczami i niełatwo je okiełznać. Są królami tej wyspy – więc wszytko im wolno!

IMG_8133

IMG_8011

IMG_8093

IMG_8141

IMG_8131

IMG_8087

IMG_8085

IMG_7983

IMG_7973

Na zachodniej stronie wyspy znajduje się jedna szkoła. Obdrapany budynek z blaszanym dachem ma zaledwie dwa pokoje – każdy z dwoma wejściami. Drewniane ławy, wypisana zielona tablica, kilka wieszaczków, kolorowe zeszyty i ołówki – ot cała laotańska edukacja.
Mamy szczęście bo trafiamy akurat na przerwę. Groźnie wyglądająca kobieta dzwoni – oznajmiając dzieciom, że pora się trochę zabawić. Grupka podobnie ubranych dziewczynek bez problemu wychodzi za bramę szkoły kierując się do pobliskiego sklepiku i kupując kolorowe lody. Inna ekipka chłopaków z gumowego klapka robi sobie piłkę do gry; zasady są proste – kto wykopie laczka dalej – wygrywa! Pod zadaszeniem nieco starsze dziewczyny skaczą na skakance, inne siedzą w kącie i plotkują. Dość spora grupa dzieciaków gromadzi się przy wyciągniętej linie, którą dwójka uczestników podnosi w zależności od poziomu trudności.
Każdy bawi się tym czym ma, nikt się nie nudzi i nie kłóci, nikt nikomu nie zazdrości. Wszyscy ubrani tak samo doceniają możliwość posiadania tych kilku niezbędnych do zabawy przedmiotów.

IMG_8083

IMG_8077

IMG_8069

IMG_8067

IMG_8029

IMG_8024

IMG_8020

IMG_8014

IMG_8016

Nie wszyscy jednak wyszli na zewnątrz.
Wchodzimy do środka gdzie kilkoro uczniów przepisuje ołówkiem zadania z tablicy. Równe szlaczki literek i cyferek układają się w schludnie prowadzonym zeszyciku. Malutkie studentki z miną profesorów kopiują treści zawarte przed nimi.
Wchodzimy do kolejnej klasy – najprawdopodobniej starszaków. Grupka dziewczynek okupuje drewniany stolik, zawzięcie o czymś dyskutując. Na widok Rostka zaczynają chichotać i szeptać tak byśmy za żadną cenę ich nie usłyszeli.

IMG_8041

IMG_8040

IMG_8037

IMG_8044

IMG_8034

IMG_8033

Rozbrzmiewa dzwonek, więc szybko wychodzimy z klasy i udajemy się ku wyjściu. Dziewczyny machają nam na pożegnanie i wychodzimy z podwórza.

3. Spacery po polach ryżowych.

O naszych codziennych spacerach o zachodzie po polach ryżowych mogliście przeczytać. Były one na naszej liście TOP 10 z wyprawy po Azji.
Kobiety wracające z pola, dzieciaki wyprowadzające bydło, grupa chłopaków grająca w piłkę pomiędzy drzewami, mężczyźni siedzący na kamieniach z liściastym cygarem, syn pomagający ojcu w polu, ludzie przemierzający wiejskie dróżki na rowerach i wszystkie odcienie zieleni na tle zachodzącego słońca. Nam do szczęścia nie było potrzebne nic więcej : )

IMG_8113

IMG_8106

IMG_8112

IMG_7930

IMG_7943

IMG_7936

IMG_7946

IMG_7939

IMG_7889

IMG_7873

IMG_7870

IMG_7901

IMG_8117

IMG_8124

IMG_8100

IMG_7921

_______________________________________________________________________________________________________

Informacje praktyczne:

♥ Na Don Det najłatwiej i najszybciej dostać się z Pakse (które jest też dobrą bazą wypadową na Płaskowyż Bolaven). Koszt biletu  waha się pomiędzy 4-8 dolarami (30,000 – 60,000 kipów). Cena zależy od rodzaju transportu (minivan, bus lokalny, songthaew)  oraz od tego, czy w cenę został wliczony transport łódką z Nakasang na Don Det.  Warto kupując bilet o to zapytać.
Z Pakse autobusy odjeżdzają z dworca południowego (Pakse’s Southern Bus Station) od 8:00 do 16:00, co godzinę.
Songthaew odjeżdża tylko wtedy gdy jest pełny. Cenę można negocjować.

♥ Jeśli kogoś nie interesuje zobaczenie jaskini w Konglor i Płaskowyżu Bolaven może skorzystać z bezpośredniego autobusu ze stolicy na wyspę za około 25 dolarów (190,000 kipów)

♥ Jeśli w cenie biletu nie mamy transportu łódką, należy wykupić go na miejscu. W Nakasang, jakieś 5 minut drogi od dworca jest mała drewniana budka, w której takowy bilet można nabyć. Cena biletu to 2 dolary (15,000 kipów). Wypływa gdy jest pełna.

♥ Część wschodnia wyspy  jest o wiele bardziej rozwinięta. Znaleźć można tutaj wiele agencji turystycznych oferujących różnego rodzaju wycieczki, ekskluzywne hotele i prywatne domki, dość drogie sklepy i dużą ilość pubów i knajpek z nietanim jedzeniem.

♥ Część zachodnia wyspy jest mniej rozwinięta, a co za tym idzie łatwiej tutaj o tani nocleg. Miejsce to pełne jest starych bungalowów, rozlatujących się domków, tańszych knajpek oraz konkurencyjnych cen wycieczek. Jest to też miejsce o wiele bardziej spokojniejsze i autentyczne, bo to właśnie tutaj miejscowi upatrzyli sobie miejsce do życia. Znaleźć tu można wyżej wspomnianą szkołę, gospodarstwa rolne oraz piękne pola ryżowe.

♥Początkowo chcieliśmy się zatrzymać w Mama Leuah Guesthouse, o którym czytaliśmy wiele pozytywnych opinii. Gdy po 30 minutach marszu z torbami na plecach dowiedzieliśmy się, że mają zamknięte (z niewytłumaczalnych powodów) troszkę się zdenerwowaliśmy. Stwierdziliśmy jednak, że nie będziemy odpuszczać i pójdziemy dalej w kierunku zachodniej części wyspy. Tam, na samym końcu, znaleźliśmy bungalowy, które były strzałem w 10! Za cały domek z dwoma hamakami, prywatną łazienką oraz wifi zapłaciliśmy niecałe 4 dolary (30,000 kipów). Niestety nie udało nam się zapamiętać nazwy, ale jest to jeden z ostatnich guesthousów przy samym moście.
Właściciele robią pyszne i tanie (!) szejki, dania i desery (1-6 dolarów)

♥ UWAGA: na wsypie jest tylko jeden bankomat, który często zostaje „opróżniony” lub „chwilowo zepsuty”. Jeśli zostajesz na wyspie bez pieniędzy masz dwie opcje: albo popłynąć na suchy ląd do bankomatu po pieniądze (agencje turystyczne liczą sobie za taki transport około 6 dolarów w dwie strony za osobę (50,000 kipów) ), albo wybrać pieniądze w jednej z knajpek, która pobiera około 10% prowizji. Lepiej więc pojechać na wyspę z zapasem gotówki <nie tak jak my z wyliczonymi co do grosza kipami :p >)

♥ Na samej wyspie można wykupić wycieczkę statkiem na wschód i zachód słońca, rejs by podglądać życie dzikich delfinów, wypady nad wodospady itp.

/Wszystkie informacje i ceny podane są w okresie trwania niskiego sezonu. Podczas pory suchej ceny rosną nawet o 50 % /

Także warto przeczytać...

1 Comment

  • Reply Nasze TOP 10 z podróży po Azji. - Świat według RostkówŚwiat według Rostków 27 maja 2015 at 9:14 pm

    […] 2. Spacer po polach ryżowych na Don Det. […]

  • Leave a Reply

    Current ye@r *