Do wyjazdu na Lofoty nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jest to piękny i miejscami wręcz dziewiczy zakątek Europy pełen dzikich plaż, niezwykłych punktów widokowych i malowniczych tras. My na miejscu spędziliśmy równe pięć dni (8.08-13.08) i był to wystarczający czas, żeby bez pośpiechu zobaczyć wszystko to co mieliśmy zaplanowane, pogoda była wymarzona i pokrzyżowała nam plany tylko jeśli chodzi o wspinaczkę na Ryten.
Bardzo dużo osób odkłada podróż na Lofoty ze względu na wysokie koszta. Przyznajemy, że też długo w planach mieliśmy tą część Norwegii, ale jakoś zawsze odstraszały nas ceny takiego wyjazdu.
Lofoty nie są tanie, ale warte swojej ceny, a w tym poście chcielibyśmy pokazać Wam jak w miarę tanio zorganizować taką podróż.
DOJAZD
Oczywiście sposobów jest wiele – można dojechać autostopem, autobusami z przesiadką albo własnym samochodem, ale mając ograniczony czas i budżet najrozsądniej jest lecieć samolotem . Nam udało się upolować bilet kilka miesięcy przed wylotem za niecałe 420 zł za osobę. Lecieliśmy Wizzairem z Gdańska bezpośrednio do Tromso.
Ci, którzy podróżują wiedzą, że Wizzair w cenie biletu ma jedynie mały bagaż podręczny o wymiarach 40x30x20, dlatego my dwa tygodnie przed wylotem dokupiliśmy jeden bagaż rejestrowany (20 kg) za 234 zł na trasie Gdańsk – Tromso oraz jeden bagaż rejestrowany (10 kg) za 159 zł na trasie Tromso – Gdańsk. Możliwe, że gdybyśmy dokupili bagaże od razu przy rezerwacji biletów to byłoby trochę taniej.
Można więc powiedzieć, że to ile wydacie na dojazd zależy od tego jak szybko kupicie bilet i czy zdecydujecie się na dokupienie bagażu.
WYNAJEM SAMOCHODU
Dolecieliśmy do Tromso, które oddalone jest od Lofotów o ponad 400 kilometrów. Oczywiście możecie skorzystać z autobusów, ale podejrzewam, że kwoty są zawrotne, więc tak naprawdę najlepszym rozwiązaniem jest wynajem samochodu. Kiedy z początkiem roku robiliśmy reasearch ceny wypożyczenia auta nie były jeszcze tak wielkie, a przy dopłacie można było wykupić ubezpieczenie, które całkowicie zwalniało z depozytu i wkładu własnego, który w Norwegii może wynieść nawet 10 tysięcy złotych.
Jednak gdy do tematu powróciliśmy w lipcu wszystkie wypożyczalnie miały już ceny o 200% wyższe i opłacały się tylko osobom podróżującym w większej grupie.
Zapisaliśmy się więc na facebookową grupę Lofoty – Norwegia Północna – podróże/wycieczki/informacje, na której ludzie wymieniają się swoimi doświadczeniami związanymi z podróżami po tej części kraju. Chwilę po wysłaniu zapytania o tanie wypożyczalnie w Tromso dostaliśmy od Emilii informację o carsharingu. Strona www.gomore.no to miejsce, w którym możecie wynająć samochód od prywatnej osoby. Czasami trzeba dopłacić za dodatkowe kilometry (najlepiej policzyć sobie ile mniej więcej planujecie przejechać), ale i tak jest to najtańsze rozwiązanie dla osób, które tak jak my próbowały zorganizować wszystko kilkanaście dni przed odlotem.
My wynajęliśmy samochód (Toyota Aygo) od 8 sierpnia od godziny 23:00, oddawaliśmy go 13 sierpnia o 16:00 (właściciel przywiózł nam auto i odebrał je osobiście z lotniska), mieliśmy wykupiony pakiet 1440 kilometrów i łącznie zapłaciliśmy 3114 NOK, czyli około 1300 zł.
Co więcej strona nie pobiera żadnego depozytu, jedynie w momencie rezerwacji blokuje na kilka dni kwotę jaką należy zapłacić, po czym ją zwraca i kolejny raz pobiera z karty po oddaniu samochodu.
Ostatecznie przejechaliśmy około 1300 kilometrów i na benzynę wydaliśmy około 600 zł (podczas naszej podróży cena benzyny wahała się od 16 do 17,50 NOK za litr).
Oczywiście ta część wyjazdu może być jeszcze tańsza – Lofoty to również raj dla osób podróżujących rowerem (odpada wtedy koszt wynajmu samochodu czy benzyny) – drogi są w bardzo dobrym stanie, odległości nie są strasznie duże, a jedynym problemem może się okazać silny wiatr.
NOCLEG
Nocleg to kolejny, spory wydatek jeśli planujecie wyjazd do Norwegii. My postawiliśmy na stary, sprawdzony w Australii, Maroko, na Islandii, Borneo czy Sycylii sposób – czyli spanie w samochodzie. Co prawda Toyota Aygo nie jest najbardziej komfortowym autem, a siedzenia nie rozkładają się do 180 stopni, ale te 5 nocy dało się przeżyć (ahoj przygodo!). Plusem, oprócz zaoszczędzonych pieniędzy, były piękne widoki, które towarzyszyły nam przed snem i o poranku.
Lofoty są rajem dla osób podróżujących kamperami czy vanami, dlatego nigdy, podobnie jak na Islandii, nie mieliśmy problemy ze znalezieniem odpowiedniego miejsca.
WYŻYWIENIE
Stołowanie się w restauracjach na Lofotach nie jest tanie, podobnie jak produkty w sklepach spożywczych. My wiedząc, że na miejscu spędzimy tylko 5 dni, stwierdziliśmy, że najlepiej będzie przywieźć ze sobą jedzenie (dlatego też wykupiliśmy w jedną stronę bagaż 20-kilogramowy). Zabraliśmy ze sobą wodę, napoje, serki, przekąski, pakowane sery i szynki, jogurty, słodycze, owoce, płatki śniadaniowe i na miejscu kupiliśmy tylko mleko i pieczywo, dzięki czemu nasze wydatki na wyżywienie były praktycznie zerowe.
ATRAKCJE
Jakie miejsca na Lofotach koniecznie musicie zobaczyć pisaliśmy już w poprzednim poście. Najpiękniejsze jest jednak to, że wszystkie są za darmo i podobnie jak na Islandii Norwegowie wychodzą z założenia, że za piękno stworzone przez Matkę Naturę nie trzeba płacić
Po przeczytaniu tego posta ktoś może zapytać czym jest wyjazd na Lofoty bez spędzenia chociaż jednej nocy w czerwonych domkach rorbuer czy skosztowania suszonej ryby. Sami nierzadko w podróży musimy wybrać na co przeznaczyć zaplanowany budżet i zdecydować, czy dana rzecz lub atrakcja jest warta swojej ceny. Tym razem postawiliśmy na piękne widoki, wolność i nasz ulubiony sposób podróżowania – roadtrip
Planujecie podróż na Lofoty? Jeśli tak to kiedy?
Myślicie, że przydadzą się Wam nasze rady? 
5 Comments
Jak patrzy się na takie zdjęcia, to człowiek natychmiast chce się pakować i wyruszać w podróż
Pozdrawiamy!
A jak organizowaliście sobie prysznic, toaletę?
Cudowne zdjęcia, gdzie zamawialiście taką pogodę?
haha

no wybitnie się nam udała
Dzięki ????fajne foty i informacje,skorzystam