„Schowaj ten aparat do torby, bo napady z bronią w ręku na Copacabanie to codzienność” – przywitała nas uśmiechnięta pani w recepcji hotelu CabanaCopa, znajdującego się w samym centrum tej modnej dzielnicy.
„Mhm” – rzuciłam od niechcenia uśmiechając się w podzięce za dobrą radę.
„Na zewnątrz jest jakieś pinćset ludzi plus drugie tyle policjantów i strażników, co miałoby mi się tutaj stać?” – powiedziałam ironicznie do Rostka, a potem przez kolejne dwa dni z dziesięć napotkanych przypadkowo w okolicy osób widząc mój sprzęt powiedziało mi dokładnie to samo, więc trzeciego dnia wychodząc z hostelu potulnie wsadziłam aparat do torby, a potem zaczęłam czytać relację turystów z wszystkich stron świata, którzy zostali napadnięci w biały dzień, w środku miasta, z bronią w ręku.
Witamy na Copacabanie!
Nie trzeba być wielkim podróżnikiem, żeby słyszeć o tej słynnej plaży.
„Rio de Janeiro? Copacabana!”
Ta, ciągnąca się od wzgórza Leme do skał Aproador, plaża to niezwykłe miejsce na mapie Rio. W każdą niedzielę zamykany jest tutaj ruch uliczny, samochody przenoszą się przecznicę dalej, a na alejach rozpoczyna się istna magia. Ludzie o zawstydzających budowach ciała uprawiają jogging, jeżdżą na rowerze, deskorolkach, rolkach lub korzystają z siłowni na świeżym powietrzu ufundowanych przez brazylijskie banki. Na plaży toczą się rozgrywki w piłce nożnej, plażowej i siatkówce. Każda drużyna ma swoją koszulkę, sponsora i zwycięski okrzyk.
Wzdłuż deptaku mężczyźni w dredach sprzedają kolorowe koraliki, kokosy, barwne ręczniki i podróbki rayben’ów.
W niewielkich restauracjach leje się limonkowa carpirinha i brazylijskie piwo Itaipava. Zewsząd rozbrzmiewa muzyka, a starsze kobiety wywijają kolorowymi sukienkami w rytm latynoskich piosenek.
Nikt się tutaj nie śpieszy, każdy się śmieje i chłonie atmosferę tego miasta, którego Copacabana (mimo, że według niektórych przereklamowana) jest kwintesencją.
Jednak Copacabana ma też drugą, mroczną stronę.
Stronę, w której królują napady, kradzieże i wymuszenia z bronią w ręku.
Stronę, o której trzeba pamiętać i o której my, na szczęście, się nie przekonaliśmy.
____________________
Żeby lepiej poznać Rio postanowiliśmy zamieszkać w dwóch dzielnicach: Copacabanie i Ipanemie. I wiecie co? Chyba nie potrafimy zdecydować gdzie nam było fajniej.
Ale od początku….
Po perypetiach z liniami lotniczymi, które miały overbookingi i aż dwa razy wpisały nas na „listę rezerwową” nie potrafiliśmy uwierzyć, że w końcu dolecieliśmy na miejsce. Mimo wczesnej pory na lotnisku panował już spory ruch, a my od razu po odebraniu naszego bagażu udaliśmy się w stronę autobusów. Kilka minut później byliśmy już w drodze, a Rio, otulone różową poświatą, powoli budziło się do życia.
Kierowca zostawił nas pod wejściem do ekskluzywnego Copacabana Palace, a nas czekał 10 minutowy spacer do naszego hostelu. CabanaCopa, przywitała nas nie tylko dobrą radą, ale także uśmiechniętym personelem, fajną atmosferą i ciepłą wodą pod prysznicem. O 10 byliśmy już gotowi na Rio.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Ogrodu Botanicznego znajdującego się u stóp góry Corcovado. Park założony w XIX wieku prze ówczesnego księcia zawiera ponad 6 tysięcy gatunków kwiatów, drzew, krzewów i prawie tysiąc odmian palm. Ten 140 hektarowy teren pełen jest poukrywanych fontann, zbiorników wodnych, szklarni, altan i ścieżek, po których można błądzić całymi dniami. Całość dopełnia śpiew egzotycznych ptaków w koronach drzew.
Nas w szczególności zachwyciła ciągnąca się na prawie 800 metrów Aleja Palm Królewskich, które były tak duże, że zasłaniały niebo.
Następnie skierowaliśmy się nad Lagunę Rodrigo de Freitas, wokół której wytyczonych jest 7,5 km tras rowerowych, spacerowych i tych przeznaczonych do biegania. Miejsce otoczone jest wzgórzami, parkami rozrywki, wypożyczalniami sportowego sprzętu i ekskluzywnymi budynkami.
Po godzinnym spacerze wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy do hotelu, odespać jetlag i 10-godzinny lot.
Niedziela upłynęła nam na spacerze wzdłuż plaży, podziwianiu aktywnego życia mieszkańców Rio, na plażowaniu, piciu piwa i mleczka prosto z kokosa.
Późnym popołudniem podziwialiśmy zachód słońca z widokiem na Ocean.
Następnego dnia telefon obudził nas o 6 rano, a chwilę później byliśmy już w drodze na plażę. Po 30 minutach słońce wyszło zza słynnej Głowy Cukrowej, a niebo pokolorowało się wszystkimi kolorami złota, żółci i czerwieni.
Dzień zapowiadał się bezchmurnie, więc spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy w stronę Vidigal – faveli położonej pod wzgórzem Dwóch Braci (Dois Irmaos), które miało być naszym celem.
Trochę błądzimy autobusami, ale w końcu udało nam się dojechać do wejścia do faveli. By dotrzeć na sam jej szczyt mieliśmy dwie opcje – van lub mototaxi. Nie myśląc długo wsiedliśmy na dwa motory i już po chwili pnęliśmy się uliczkami ku górze mijając kolorowe domy i uśmiechniętych mieszkańców Vidigal. Nasi mototaksówkarze byli wyjątkowo szaleni dorównując jazdą tym z Azji. Jechaliśmy na czołowe z samochodami, busikami i innymi motorami, a ja niejednokrotnie ze strachu zamykałam oczy i modliłam się, żeby i tym razem wyjść z tego spotkania bez szwanku. W końcu dojechaliśmy do niewielkiego boiska spod którego rozpoczyna się trekking na punkt widokowy.
40 minutowa, miejscami wymagająca wspinaczka prowadziła przez dżunglę. W drodze towarzyszyły nam malutkie marmozety skaczące między głowami. W oddali widać było piękną plażę Sao Conrado, na której lądują paralotniarze oraz gigantyczną favelę Rocinha.
Gdy w końcu dotarliśmy do celu naszym oczom ukazała się półka skalna zawieszona wysoko nad miastem.
Panorama była imponująca – widać stąd każdy punkt miasta: od Copacabany, przez Ipanemę, Lagunę, Wzgórza i Posąg Chrystusa.
Żaden z nas nie cierpi na lęk wysokości , ale ten widok spowodował u nas szybsze bicie serca.
Na szczycie spędziliśmy godzinę, a niecałą 30 minut później byliśmy już na dole.
Wieczorem pożegnaliśmy się z dzielnicą zajadając się kukurydzą, lodami acai, tapiocą i piwkiem Bohemia. Ostatni rzut oka na ekskluzywne hotele i apartamentowce położone wzdłuż plaży.
Kolejnego dnia przenosimy się na Ipanemę...
________________________________________
Informacje praktyczne
♥ 1 BRL = 1,15 zł
♥ Dojazd z lotniska do centrum to koszt 16 BRL. Numer autobusu to 2018. Autobus odjeżdża co pół godziny, a podróż trwa około godziny. Zatrzymuje się między innymi na Dworcu Głównym, w dzielnicy Botafogo, na Copacabanie, Ipanemie i Leblon.
♥ Jeśli chcecie zatrzymać się w dzielnicy Copacabana to polecamy nocleg w hostelu CabanaCopa (Tv. Guimarães Natal 12, email:hostel@cabanacopa.com.br). Mają zarówno pokoje dwuosobowe jak i dormy. Miła i pomocna obsługa, backpackerski klimat, mega dobra lokalizacja – 5 minut od plaży.
♥ Koszt przejazdu autobusem po Rio to 3,80 BRL. Przystanki autobusowe opisane są: BRS1, BRS2, BRS3 – warto sprawdzić pod jakim numerem zatrzymuje się interesujący nas autobus.
♥ Koszt przejazdu metrem to 4,10 BRL lub 5 BRLna bilet metro+metrobus
Metro dojeżdża do najważniejszych części miasta, jest szybkie i czyste.
♥ Aby dojechać z Copacabany do Ogrodu Botanicznego najlepiej kupić łączony bilet metro+metrobus
♥ Aby dojechać z Copacabany do faveli Vidigal należy złapać autobus 557 (i spytać kierowcę czy przejeżdża przez Vidigal – to ważne bo na drodze pomiędzy Leblon i Sao Conrado kierunek ruchu zmienia się w zależności od pory dnia)
♥ Z Vidgal rozpoczyna się wspinaczka na wzgórze Dois Irmaos (dokładnie spod boiska). Możecie dojść na samą górę faveli pieszo po stromych drogach, wziąć vana za około 3 BRL lub mototaxi za 5 BRL (panowie w żółtych kamizelkach). Dojście na sczyt zajmuje od 30 minut do półtorej godziny w zależności od tego jak szybko się wspinamy. Podejście bywa momentami trudne i męczące, ale widoki wynagradzają wszystko. Naprawdę warto się troszkę przemęczyć
♥ Rio nie należy do tanich miast. Podstawowe produkty najlepiej kupować w marketach Zona Sul lub Pao.
♥ Jeśli chodzi o jedzenie najlepiej stołować się w popularnych restauracjach na kilogramy, w których wybieramy z bufetu to na co mamy ochotę i płacimy w zależności od wagi (od 2 do 8 BRL za 100 gram). Innym rozwiązaniem są miejsca, w których możemy zobaczyć fotografie dań – zazwyczaj jest to mięso/ryba, fasola, frytki i ryż (10-25 BRL). Warto także skosztować streetfoodu: naleśników z tapioci (3-7 BRL) , gotowanej kukurydzy (3-5 BRL)sorbetów z jagód acai z granolą, bananami i miodem (3-10 BRL) smażonych „kopert” z serem lub mięsem w środku (3-8 BRL), hot-dogów z różnymi dodatkami.
Najwięcej stoisk otwiera się wieczorami na deptaku obok plaży.
/Wszystkie informacje i ceny podane są w okresie trwania niskiego sezonu (lipiec 2017). Podczas karnawału ceny rosną nawet o 50 % /
6 Comments
rany, jak pięknie. trochę super, że tam jesteście, trochę prawie płaczę przed komputerem, że mnie tam nie ma. z tymi przestrogami myślicie, że to takie gadanie, czy naprawdę coś się dzieje?
Coś chyba jest na rzeczy o czym świadczy chociażby wpis http://www.magneszpodrozy.pl/2017/05/yep-w-rio-de-janeiro-kradna-historia.html lub historia poznanego przez Wardęgę kolesia na policji…
O dziwo ani razu nie czuliśmy się tam niebezpiecznie, więc nie wiem…
Ogólnie nie czułam się niebezpiecznie, ale jednak historia czarnego plecaka nam się przydarzyła (Sandra podała już linka), do tego do kogo pisałam przed podróżą pisał to samo: uwaga na plaży Copacabana, albo sami mieli przygody, albo widzieli na własne oczy owe przygody innych. Poza tym sam wynajmujący leżaki ostrzegał nas przed złodziejami, no więc nawet miejscowi wiedzą, że na plażach prócz piasku podobna ilość złodziejaszków
nie spotkało nas za to nic przykrego, czy groźnego ani w faweli, ani nocą w mieście.
[…] Po 4 dniowym pobycie na Copacabanie przenosimy się do Ipanemy. Ipanema to taka modniejsza i młodsza siostra Copacabany. Znajdziemy tu masę klubów z muzyką na żywo, szkoły samby, bary i dyskoteki, stylowe butiki, eleganckie kawiarnie oraz galerie sztuki. […]
Wschód słońca – magiczny!
[…] wiedzie wzdłuż wybrzeża, które miejscami przypomina nam nasze ukochane Rio. Lewa strona drogi to ekskluzywne apartamentowce i hotele z wyższej półki, przy plaży […]