Azja, Filipiny, Podróż dookoła świata, Świat

Smutne oblicze Filipin.

21 lutego 2016
manila

Na Filipinach mieszka obecnie około 104 milionów ludzi. Kraj ten znajduje się na 12 miejscu na liście najbardziej zaludnionych państw świata, obok Meksyku i Etiopii, z czego w samej Manili populacja wynosi około 20 milionów. Daje to około 43 tysiące osób na kilometr kwadratowy (dla porównania Warszawa to około 3,5 tysiące osób/km2)

Nie trzeba iść daleko od biznesowej, ekskluzywnej dzielnicy miasta, by poznać jego drugie oblicze. Tondo, największe slumsy Manili, w których gęstość zaludnienia sięga aż 80 tysięcy na kilometr kwadratowy, pokazują obraz biedy i nędzy. Tutaj nie ma szklanych budynków, klimatyzowanych pomieszczeń, taksówek czy apartamentowców. Przeciętny mieszkaniec stolicy nie zapuszcza się w te rejony, a i policja jakby zapomniała o istnieniu tego miejsca. Nikt nie chce się mieszać w rozrachunki sąsiednich gangów.

Słowo bieda nie odzwierciedla tego miejsca. Tutaj smród dymu, spalin, syfu, śmieci i moczu miesza się ze sobą tworząc odór, miejscami nie do wytrzymania. Na ulicach stoją stare lodówki, zużyte wiatraki, niedziałające telewizory. Labirynty przejść, uliczek i chodników znane są tylko mieszkańcom, a prowizoryczne domy zrobione są z blach, drutów, kamieni i kartonów. Nie ma tutaj dostępu do bieżącej wody, ludzie piorą i załatwiają wszystkie potrzeby biologiczne na zewnątrz,a plac zabaw to malutkie boisko do koszykówki z rozwaloną obręczą. Wiszące nad ulicami pranie to jedyny kolorowy akcent.

Na gankach domów siedzą kobiety w ciąży. Nie jedna, nie dwie, dziesiątki, czasami setki. Tutaj nikt nie ma pieniędzy na zabezpieczenie, a większość mieszkańców nie ma nawet pojęcia o chorobach wenerycznych. Ostatnia kampania HIV miała miejsce na Filipinach ponad 20 la temu. Nikt się więc nie bada, nie leczy, no bo i gdzie? W Tondo nie ma lekarza.

Są za to junk shopy. Setki junk shopów. To jedne z niewielu miejsc gdzie można zarobić kilka peso. Ludzie chwytają się tutaj wszystkiego: są riksiarze, którym się „udało” i odziedziczyli motor po ojcu, są naganiacze pasażerów zarabiający średnio 20 peso za jeden wypełniony po brzegi jeepney, są mechanicy i są ludzie zbierający śmieci, których zarobek zależy od ilości przywiezionych do junk shopu butelek.
Codziennie na ulice wychodzi tysiące osób w poszukiwaniu zużytych plastików. Przy segregacji śmieci pracują kobiety i mężczyźni, emeryci i nastolatki. Spory procent to dzieci, które nie ukończyły jeszcze 15 roku życia.

A dzieci jest tutaj od groma. Biegają nagie, umorusane, pobite, z zapaleniami, zakażeniami i chorobami, o których nawet nie wiedzą, skaczą po starych rikszach, wspinają się na zużyte sprzęty, bawią się w błocie i na wysypisku. Nikt się nimi nie przejmuje.  W ich dużych pięknych oczach widać strach, zaciekawienie, czasem smutek. Biegają między blaszanymi domami trzymając popsute zabawki, zużyte kosmetyki i cukierki podkradzione gdzieś na straganie. W samej Manili odnotowuje się ponad 3500 tysiąca dzieci żyjących na ulicy, 3% nie dożywa nawet 5 roku życia. Dla większości nie ma już przyszłości.

Ludzie pieniędzy nie mają, a przeżyć trzeba. Zapożyczają się więc u pobliskiej mafii, która za dzień opóźnienia dolicza sobie nawet 50% odsetek. Ludzie zadłużają się bardziej i bardziej. Bywa tak, że dzieci spłacają jeszcze długi ojców i dziadków.

Samobójstwa, bitwy gangów, gruźlica, zarobaczenie, niedożywienie, choroby przenoszone przez szczury – to tylko niektóre z wielu przyczyn zgonu. Nikt nie dożywa tutaj spokojnej starości w spokoju i dobrobycie.

Coraz większym problemem staje się również seksturystyka. Według niektórych organizacji ponad połowa turystów to turyści seksualni.  Młode Filipinki mogą przyjąć nawet 20 klientów dziennie, a Filipiny są jednym z największych eksporterów niewolnic (z czego ponad 100 tysięcy importuje sama Japonia). Mówi się o 40 tysiącach dzieci świadczących usługi seksualne (dane z 2010 roku), a liczby nieuchronnie rosną.

Dlaczego w ogóle piszemy ten tekst? Dlatego, że przed przyjazdem na Filipiny, nie mieliśmy pojęcia o skali tego problemu.  A problem jest i mówić o nim trzeba, wręcz należy! Filipiny to nie tylko turkusowe wody Coron , złote plaże Boracay, przepiękne pola ryżowe północnego Luzonu. To też bieda, smutek, rozpacz i przeraźliwa walka o życie – każdego dnia…

IMG_0042 IMG_0234 IMG_0251 IMG_0307 IMG_0299 IMG_0326 IMG_0318 IMG_0337 Bez nazwy-7 IMG_0149 IMG_0192 IMG_0174 IMG_0170 IMG_0127 Bez nazwy-9 IMG_0328 IMG_0348 IMG_0340 IMG_0301 IMG_0276 IMG_0220 IMG_0247 IMG_0287 Bez nazwy-3 Bez nazwy-1 IMG_0088 IMG_0104 IMG_0112 IMG_0098 IMG_0118 IMG_0055 IMG_0050 IMG_0038 IMG_0026 IMG_005 IMG_0142 IMG_0190 IMG_0217 Bez nazwy-5 Bez nazwy-6 IMG_0428 IMG_0434 IMG_0423 IMG_0383 IMG_0388 IMG_0373 IMG_0380 IMG_0215 Bez nazwy-10 Bez nazwy-8 Bez nazwy-2

Każdemu kto wybiera się w tamte strony polecamy blog prowadzony przez Anię (wAzji.pl) oraz świetnie napisaną książkę „Eli, Eli” autorstwa Wojciecha Tochmana, wzbogaconą o poruszające zdjęcia Grzegorza Wełnickiego.

 

 

 

 

 

Także warto przeczytać...

7 Comments

  • Reply Gadulec 26 lutego 2016 at 3:17 pm

    Bloga znam, a książkę z chęcią przeczytam. I oczywiście Wasze inne wpisy o Filipinach. Będę tam krótko, więc pewnie skończy się głównie na rajskim obliczu tego kraju, ale macie 100% racji – nie można zapominać o drugiej, mniej kolorowej stronie Filipin…

  • Reply makar 28 lutego 2016 at 5:01 pm

    Dobry tekst, tak samo jak i zdjęcia. Czym robione?

  • Reply turystka 30 marca 2016 at 7:38 pm

    Nikt się na Filipinach nie zabezpiecza – ale nie dlatego, że nie ma na to pieniędzy, tylko dlatego, że antykoncepcja była jeszcze do niedawna zakazana. Nie można było kupić nawet prezerwatyw, nie mówiąc o innych rodzajach antykoncepcji. W tej chwili szpitale i przychodnie rozdają środki antykoncepcyjne za darmo.

    • Reply Świat według Rostków 31 marca 2016 at 5:35 pm

      Pisząc ten tekst chodziło nam głównie o Tondo – dzielnicę, w której ludzie żyją za dolara albo i mniej dziennie, i nie w głowie im wydawanie pieniędzy na środki antykoncepcyjne czy też pójście do lekarza po darmową prezerwatywę.

  • Reply Michał Brezdeń 21 kwietnia 2016 at 10:09 am

    Nas najbardziej uderzyły dwa świat, które leżąc obok siebie, jakby się wzajemnie nie widziały. Tuż obok biznesowej dzielnicy w Metro Manila – Makati, gdzie nie ma korków ulicznych, ulice są czyste a parki pełne biegających ludzi, centra handlowe pełne zachodnich marek i zabójczych cen – ludzie mieszkają pod wiaduktami. Wystarczy przejść kilka ulic i świat zmienia się nie do poznania. Najśmieszniejsze jest to, że spotkaliśmy zachodnich ekspatów jak i bogatych Filipińczyków, którzy nigdy nie wychodzą poza Makati! Ich jedynym kontaktem ze światem znajdującym się kilkaset metrów dalej są jedynie okna taksówki, którą przemieszczają się na lotnisko i lecą na rajskie filipińskie plaże. Słyszeliśmy również wskazówki, żeby jadąc podmiejskim pociągiem przez newralgiczne tereny, zamykać okna. Ponieważ ekskrementy mogą wylądować pod naszymi nogami, w ramach sprzeciwu wobec „świata bogatych”. Jest to kraj skrajnych kontrastów, których wielu nie zauważa widząc jedynie rajskie plaże i zatoczki. Nie możemy o tym zapominać…

  • Leave a Reply

    Current ye@r *