Ameryka Północna, Gwatemala, Podróż dookoła świata, Salwador

Tykające bomby: wulkan Pacaya i wulkan Santa Ana.

20 lipca 2016
wulkany

Są piękne, majestatyczne. Górują nad miastami budząc należyty respekt. Dają o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie, a ich sąsiedzi drżą na myśl, że mogłyby się zbudzić.
Wulkany, bo o nich mowa, to najbardziej charakterystyczny krajobraz Ameryki Centralnej, utworzony przez nachodzące na siebie płyty tektoniczne. Jest ich tutaj ponad 50, a wiele wciąż nie śpi, zakłócając co jakiś czas spokój mieszkańców.

Wulkan Pacaya

Pacaya to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów, wznoszący się na wysokość ponad 2500 metrów w okolicach kolonialnej Antiguy. Pierwszą swoją aktywność miał 23 tysiące lat temu i od tego czasu wciąż budzi postrach. Ostatni raz dał o sobie znać w 2014 roku powodując deszcz popiołu w stolicy i okolicznych miastach.

Na wulkan samotnie wejść się nie da. Nie żeby to było niebezpieczne lub trudne. Nie, nie. To raczej dobrze prosperujący biznes i chęć wspomożenia lokalnych przewodników powoduje, że przy bramie wejściowej spotkamy dwóch strażników, którzy kręcą głową, a próby przekonania ich, że ‚nie -takie-rzeczy-panie-się-robiło‚ nic nie dają.

Negocjujemy więc najlepszą cenę (chociaż po kalkulacji i tak najtaniej wyszłoby wzięcie wycieczki z Antiguy, niż dojazd i robienie tego na własną rękę) i już po chwili zmierzamy w stronę wulkanu. Oczywiście przed zapłaceniem (nauczeni doświadczeniem z wulkanu Ijen w Indonezji) wyraźnie podkreślamy, że nie mamy zamiaru za nikim się wlec. Zdobyliśmy Himalaje, zrobiliśmy nie jeden trekking w Australii – chcemy kogoś kompetentnego! Dostajemy, mężczyznę, który półtoragodzinny marsz zamienia w 45 minutowy sprint na szczyt. Mamy nauczkę co by się nie mądrzyć.

Nasz przewodnik po angielsku mówić nie umie, ale co chwila raczy nas hiszpańskimi opowieściami o drzewach, elektrowni, gigantycznych termitach, mrówkach i trasie. My – potakujemy, wyłapując co trzecie słówko. Niecałą godzinę później jesteśmy już u stóp wulkanu.

FILE31022 Canon EOS 5D Mark II35691 Canon EOS 5D Mark II31085 Canon EOS 5D Mark II5464_hdr

Jest piękny, a jego złowieszcze, mroczne kolory i wulkaniczna ziemia zdecydowanie pokazują kto tu rządzi. Co chwila jego szczyt i zbocza zostają pokryte przez kłęby oparów i chmur.

Canon EOS 5D Mark II36059 Canon EOS 5D Mark II44272 Canon EOS 5D Mark II36253 Canon EOS 5D Mark II35839 Canon EOS 5D Mark II35870 G0890890 Canon EOS 5D Mark II35869 Canon EOS 5D Mark II35796 Canon EOS 5D Mark II35916 FILE32067

Mamy szczęście i trafiamy akurat na zachód słońca. Pacaya pięknie mieni się w złotych promieniach rzucając cień na okoliczne pola.

FILE8660 Canon EOS 5D Mark II60848 Canon EOS 5D Mark II35869 Canon EOS 5D Mark II35722

Po 15 minutach docieramy do największej atrakcji tego miejsca – do skrawka ziemi, w którym cały czas tli się żar, a w jednej z utworzonych jamek można upiec na patyku co tylko dusza zapragnie: kiełbaski, chlebek, pianki. Przygotowani, otwieramy naszą paczkę i już po chwili na ustruganym przez naszego przewodnika patyku pieczemy marshmallow dziwiąc się dlaczego dopiero teraz odkryliśmy takie pyszności ubóstwiane przez Amerykanów.

Canon EOS 5D Mark II19199 Canon EOS 5D Mark II18516 HERO3+ Silver Edition35676 HERO3+ Silver Edition36095

Z wulkanu schodzimy gdy zaczyna się ściemniać, a wszyscy kierowcy minivanów straszą nas, że publiczny transport o tej porze nie istnieje, proponując jednocześnie swoje usługi za „jedyne” 10 dolarów od osoby. Dziękujemy.
Po chwili stoimy z wyciągniętym kciukiem na jednej z dróg, a po dwóch chwilach siedzimy w samochodzie z Koreańczykiem i Gwatemalczykiem, którzy są szaleni, zmieniają dla nas plany, podwożą nas pod sam hostel i w dodatku obalają z nami piwo na jednej z głównych ulic Antiguy. My po hiszpańsku nie bardzo, oni po angielsku w ogóle, a mimo wszystko myślę, że była to jedna z najbardziej udanych rozmów w naszym życiu.

 

Wulkan Santa Ana

Nasza ostatnia wyprawa bardzo przypada nam do gustu, więc w Salwadorze ani przez chwile się nie zastanawiamy i decydujemy się na kolejny aktywny wulkan Santa Ana (2380 metrów), będący jednocześnie największym szczytem państwa.
W 2005 roku wulkan uśmiercił dwie osoby, a od tego czasu co chwilę złowieszczo bucha i grzmi w oddali.

Wejście uważane jest za niebezpieczne, toteż po dotarciu do bram parku zostajemy poinformowani, że do naszej 10 osobowej grupy dołączyć musi dwóch przewodników i… dwóch uzbrojonych policjantów!

Według nas wejściu na wulkan nic nie grozi, ale skoro niebiescy panowie są w cenie to nie narzekamy. Mają kondycję i uśmiechają się spod wąsa, więc nie ma problemu.

Wspinaczka tylko początkowo może wydać się łatwa, ale po wyjściu z lasu rozpoczyna się trudniejsza część. Nie jest to Everest, ale spacerek też nie. Dobrze, zmęczyć się trzeba, żeby docenić widoki. A widoki są i to przepiękne!

Canon EOS 5D Mark II48737 Canon EOS 5D Mark II57878 Canon EOS 5D Mark II37122 Canon EOS 5D Mark II36994 Canon EOS 5D Mark II36704 Canon EOS 5D Mark II37120 Canon EOS 5D Mark II59381 Canon EOS 5D Mark II47367

Gigantyczny krater, który podobno da się obejść w trzy godziny, wypełniony jest przejrzystym jeziorem siarkowym, które zmienia swoje kolory od zieleni, przez niebieskości, aż po intensywny turkus.

Canon EOS 5D Mark II36359 Canon EOS 5D Mark II43589 FILE30866 Canon EOS 5D Mark II60652 FILE14506 Canon EOS 5D Mark II47627 Canon EOS 5D Mark II31001

Co jakiś czas na niewzruszonej tafli wody pojawiają się delikatne fale. W oddali słychać huk.

Canon EOS 5D Mark II36518 Canon EOS 5D Mark II36900 Canon EOS 5D Mark II37077 Canon EOS 5D Mark II37135Canon EOS 5D Mark II43853 FILE36176 Canon EOS 5D Mark II46485 FILE31082 Canon EOS 5D Mark II59382Canon EOS 5D Mark II46486 Canon EOS 5D Mark II31001

Zejście nie jest trudne, ale męczące. Skałki i drobne kamienie obsuwają się pod nogami. Gdy schodzimy na dół dowiadujemy się, że kolejny autobus do Santa Any odjeżdża dopiero za dwie godziny. Pakujemy się więc na pakę jednego z pick’upów i już po chwili jesteśmy w pobliskiej wiosce, skąd łapiemy chickenbusa w stronę miasta. Całą wyprawę kończymy późnym popołudniem obiadem na miejskim targu.

A w głowie planujemy zdobycie kolejnych wulkanicznych szczytów…

____________________________________________________

Informacje praktyczne:

Wulkan Pacaya:

♥ Wulkan Pacaya można zdobyć z wycieczką z Antiguy i jest to zdecydowanie najtańsza opcja. Jeśli się dobrze poszuka i potrafi negocjować to zapłaci się za tą przyjemność jedyne 50 quetzali. W cenie jest dojazd w tę i z powrotem oraz przewodnik. Nam udało się dojechać z dwoma przesiadkami za 20 quetzali, w drugą stronę wróciliśmy stopem, ale i tak musieliśmy zapłacić za przewodnika na miejscu.
♥ Cena za przewodnika waha się od 50 do 250 quetzali. Wszystko zależy od ilości osób i trasy. My zrobiliśmy najprostszą trasę i zapłaciliśmy 70 qtz. Wymagany jest jeden przewodnik na 10 osób, 11 osoba powoduje, że trzeba wykupić kolejnego przewodnika.
♥ Mimo wszystko polecamy próbować samemu i wynająć swojego przewodnika. Sami wtedy decydujemy ile gdzie chcemy być i nie czekamy w kolejce do pieczenia pianek.
♥ Cena wstępu to 50 qtz za osobę.
♥ Bardziej leniwi mogą wjechać na górę na koniach.
♥ Trekking nie jest trudny. Radzimy jednak zabrać dostateczną ilość wody/napojów, bo jak ma się przewodnika spidi gonzaleza to  można dostać zadyszki.
♥ Byliśmy na wulkanie w kwietniu, było ciepło, nie wiało. Długie, lekkie spodnie i krótki rękaw całkowicie wystarczą. Polecamy buty trekkingowe/buty pełne, chociaż w sandałach też da radę wejść.

Wulkan Santa Ana: 

♥ Na wulkan Santa Ana codziennie odjeżdżają dwa autobusy, ale żeby załapać się na obowiązkową wycieczkę konieczne jest złapanie autobusu numer 248 o 7:40 (kolejny o 11), który kosztuje 90 centów i odjeżdża ze stacji La Vencedora.
♥ Cena wstępu do Parku Narodowego na terenie którego znajduje się wulkan to 3 dolary, kolejnego dolara płaci się przewodnikom-wolontariuszom (bez nich nie można wejść na szczyt, jednak mając własny środek transportu i wiedząc gdzie się zatrzymać i w którym miejscu wejść w las nie zapłacimy ani za przewodnika, ani za wstęp do parku). Wejście na tereny prywatne przez które prowadzi droga to kolejne 6 dolarów (czyli razem za wszystko 9 dolarów). My jednak mieliśmy szczęście, bo nikogo nie było w domu, więc 12 dolców w kieszeni.
♥ Wycieczki z przewodnikiem i dwójką uzbrojonych policjantów wychodzą tylko o godzinie 11.
♥ W teorii wygląda to tak, że pierw wjeżdżamy autobusem do góry do budki, w której płacimy wstęp i przy której spotykamy się z przewodnikiem i resztą grupy , a potem już całą wycieczką schodzimy w dół tą samą asfaltową trasą do miejsca, w którym rozpoczyna się trekking.  Czyli schodzimy w dół, potem idziemy w górę, a wracając pierw schodzimy w dół, a potem znów wspinamy się do góry. U nas aż dwie osoby miały samochód typu pick’up więc przewodnik zaproponował, żebyśmy się wszyscy zabrali i podjechali pod to miejsce oszczędzając przy tym czas i siły.
♥ Wszystko zależy od grupy, ale zazwyczaj wycieczka kończy się koło godziny 14, a autobus odjeżdża koło godziny 16. My tak jak już wcześniej wspomnieliśmy mieliśmy osoby, które miały pick’upa i podwiozły nas na dół do wioski, z której złapaliśmy chickenbusa do Santa Ana, ale zazwyczaj jednak trzeba odczekać swoje. Przy wjeździe do parku stoi wiele garokuchni i mini restauracji, w których można zjeść papusy, hamburgery, napić się ciepłej kawy.
♥ Wspinaliśmy się w kwietniu ubrani lekko. Na górze wieje. Polecamy buty pełne/trekkingowe, ale w sandałach też nie będzie problemu wejść.

Także warto przeczytać...

1 Comment

  • Reply Magdelena 23 lipca 2016 at 12:04 pm

    W swoich życiu ‚odhaczyłam’ tylko jeden wulkan (Wezuwiusz) – widoków tak pięknych z góry nie miałam, bo wszystko było przysłonięte chmurami, ale i tak byłam przeszczęśliwa. Mam nadzieję, że do końca roku na moją listę wpiszę jeszcze jeden szczyt, a tymczasem napawam się u Was pięknymi widokami :)

  • Leave a Reply

    Current ye@r *