O godzinie 16:00 stawiamy się w porcie Yurimaguas. 35 godzinna podróż z dwoma przesiadkami wymęczyła nas całkowicie i jedyne o czym marzymy to prysznic i wygodne łóżko. Przed nami jednak długa przeprawa przez Amazonkę, a naszym celem jest Iquitos – największe miasto na świecie, do którego nie można dostać się drogą lądową.
Od razu podchodzi do nas grupka mężczyzn. Nic dziwnego – z dużymi plecakami i śpiworami wyróżniamy się w tłumie ludzi z kolorowymi koszami i kartonami owoców. W porcie zacumowane są trzy gigantyczne statki, na każdym napis „hoy” oznaczający, że to właśnie dzisiaj wypływają z Yurimaguas. Wiemy oczywiście, że nie ma szans by dzisiejszej nocy wszystkie ruszyły, a jeżeli chociaż jeden z nich wypłynie z portu to będzie sukces. Każdy naganiacz obiecuje, że to właśnie jego statek będzie tym pierwszym. Szybko jednak lustrujemy sytuację i wybieramy ten najbardziej załadowany. Wiemy, że żaden nie popłynie w połowie pełny.
Brodaty mężczyzna prowadzi nas na pokład. Lokalsi powoli rozkładają swoje hamaki na dolnym piętrze. Miejsce dla białasów jest na górze. Wchodzimy po schodkach bujającego się lekko na wodzie statku, a naszym oczom ukazuje się mały namiot, z którego wystaje uśmiechnięta głowa Arturo – młodego Kolumbijczyka, który (jak się później okazuje) podróżuje po Ameryce Południowej rowerem. Obok namiotu wisi hamak, jednak jego właściciela brak. Mamy sporo miejsca i najwyraźniej też czasu, więc zostawiamy nasze torby z ubraniami i ruszamy do portu poszukać hamaków i misek, w których będziemy jeść śniadania, obiady i kolacje.
Niewielka kładka łącząca statek z suchym lądem jest niezwykle oblegana. Trzęsie się od ciężaru mężczyzn niosących skrzynie bananów, pomidorów, mandarynek, jajek, ryb, czipsów, sprzętu agd i artykułów chemicznych. Na szczęście skutery i gigantyczne maszyny są już zapakowane. Zastanawiam się jak ruszymy z tak załadowaną łodzią, ale kapitan wydaje się być spokojny, więc i my się nie przejmujemy rosnącą górą jedzenia na najniższym pokładzie.
Jemy, pierwszy od 30 godzin, ciepły posiłek, targujemy się o sprzęt, następnie o bilet na statek i już po chwili leżymy w naszych hamakach, zawieszonych pomiędzy barierkami.
„Dzisiaj już nie popłyniemy” – mówi do nas Arturo – „Nie zdążą zapakować całego sprzętu”
„To tego będzie jeszcze więcej?!” – nie dowierzamy – „Gdzie się to wszystko pomieści?!”
Arturo wzrusza tylko ramionami i chowa się w swoim namiocie. Zaczyna się robić ciemno a stara, żeliwna lampa przyciąga wszystkie możliwe owady i komary. Wchodzimy do cienkich prześcieradeł i po chwili zasypiamy.
Bladym świtem budzę się, a moim oczom ukazuje się czarny robal w pancerzu, który nagle ginie gdzieś pod moją koszulką. Z hamaka wyskakuję jak poparzona i strzepuję z siebie nieproszonego gościa, który spada na ziemię i jak gdyby nigdy nic wędruje w stronę schodów. Chwilę później słyszę głośny huk, na pokładzie, mimo wczesnej pory, zaczyna panować gwar, zauważam kilka nowych hamaków i piątkę nowych kompanów, którzy najprawdopodobniej dołączyli nocą.
Nagle czuję szarpnięcie pod nogami – statek rusza!
Rozpoczyna się nasza przygoda z Amazonką!
___________
Na trzy dni naszym domem staje się te kilka metrów kwadratowych dzielone z siódemką innych podróżników, z których każdy ma swoją historię. Codziennie rano budzi nas donośny dzwonek, który zapowiada śniadanie. Do malutkiego okienka ustawia się wtedy długa kolejka ludzi z plastikowymi miseczkami i sztućcami, a wytatuowany kucharz gigantyczną chochlą nakłada porcje jedzenia.
Śniadania to zazwyczaj nic innego jak owsianka. Na obiad serwowany jest ryż, z małym kawałkiem ziemniaka i marchewki oraz starannie wydzieloną porcją kurczaka. Kolacja to zupa zrobiona z pozostałości po obiedzie.
Posiłki jemy zazwyczaj w hamaku albo na balkoniku, ze swobodnie wiszącymi nad rzeką nogami, otoczeni dziką dżunglą.
Krajobraz zmienia się bardzo powoli. Czasem przez kilka godzin mijamy tylko małe, piaskowe wysepki, palmy i wysokie drzewa w koronie których buszują dzikie małpy. W oddali słychać śpiew egzotycznych ptaków.
Zachody słońca są tutaj niezwykłe. Niebo pokrywa się wszystkimi odcieniami złota, żółci, różu i czerwieni.
Po drodze mijamy małe wioski. Czasem nasz statek zatrzymuje się by rozładować towar, zabrać nowych pasażerów lub załadować kolejne kosze z bananami i egzotycznymi owocami.
Czas mija nam na czytaniu książek, piciu ciepłego rumu, rozmowie z pozostałymi kompanami podróży, na odpoczynku od gór i nic-nie-robieniu.
I chociaż cieszymy się, gdy po trzech dniach, w końcu docieramy do Iquitos, to taki czas był nam potrzebny.
___________
Informacje praktyczne:
Dojazd do Yurimaguas:
♥ Yurimaguas to niewielka miejscowość, w której znajduje się port, z którego dotrzeć można do Iquitos. Składa się z niewielkiego targu i kliku restauracji i mimo, że jest to ostatnia miejscowość, do której można dojechać drogą lądową to niezbyt wiele się tutaj dzieje.
♥ Z Huaraz do Yurimaguas dotrzeć można autobusem przesiadając się w Trujillo. Autobusy do Trujillo jadą kilka razy dziennie, a my żeby nie marnować dnia pojechaliśmy nocnym kursem.
♥ Nocny autobus semi cama Huaraz – Trujillo: 50 SOL (można ciut taniej o innej porze). Czas podróży około 7 godzin. Z Dworca w Trujillo trzeba złapać collectivo do centrum (1 SOL), a następnie pieszo lub kolejnym collectivo udać się na ulicę Avenida Nicolas de Pierola skąd złapiecie autobus do Yurimaguas. Autobusy odjeżdżają około godziny 13:00. Bilet najlepiej rezerwować na www.redbus.pe
♥ Autobus Trujillo – Yurimaguas: 85 SOL. Nie liczcie na żadne luksusy, to stary, rozklekotany autobus, a czas podróży to około 25 godzin z przesiadką na collectivo w Tarapoto.
♥ Po drodze autobus zatrzymuje się na dworcach autobusowych, jednak warto mieć ze sobą coś do jedzenia i picia, bo to naprawdę długa, chociaż piękna droga. W Trujillo jest sporo supermarketów, w których można zaopatrzyć się w niedrogie przekąski oraz alkohol, który na pewno umili długą podróż statkiem
Podróż statkiem:
♥ Łodzie z Yurimaguas wypływają tak naprawdę kiedy mają ochotę, kiedy statek jest pełny, kiedy zarządzi kapitan. Podobno najtrudniej złapać łódkę w niedzielę. Pamiętajcie, że jeśli na statku jest napisany konkretny dzień i godzina to wcale, a nawet na pewno nie oznacza, że wypłynie on według planu. Dwa dni pod rząd może nie popłynąć żadna łódź – miejcie zatem zapas czasu.
♥ My za bilet zapłaciliśmy 90 SOL od osoby. W cenie mieliśmy trzy posiłki: śniadania, obiady i kolację, serwowane o określonych porach (najczęściej 7:00, 12:00, 16:00). Na statku w trakcie rejsu można kupić zimne napoje, alkohol i przekąski oczywiście za odpowiednio wyższą sumę. Bilety można kupić tylko w porcie – nie da się ich rezerwować. Przy większej ilości osób cenę można negocjować.
♥ Na podróż potrzebujecie hamak, łyżkę oraz plastikowy talerz. Wszystko można kupić już w Limie, Huaraz, Trujillo lub wytargować w porcie dobrą cenę. My płaciliśmy: 25 SOL za hamak i 1 SOL za plastikowy pojemnik. Warto zabrać ze sobą przekąski, zapas wody, papier toaletowy.
♥ Podróż w naszym wypadku trwała 3 dni/3 noce, ale w zależności od pogody, załadunku oraz ilości wody w rzece może się to wydłużyć nawet i do tygodnia.
♥ Podróż nie obfituje w żadne przygody warto zatem zabrać ze sobą jakąś książkę, ściągnąć serial na laptopa, wziąć jakieś karty lub gry – umilą czas.
♥ Prąd jest w kabinach (które można wynająć za wyższą cenę) oraz w kliku wtyczkach znajdujących się na statku. Jest wyłączany na czas przygotowywania posiłków. Kabiny są zamykane na klucz – można w nich trzymać plecaki. My swoich pilnowaliśmy sami, a najbardziej wartościowe rzeczy mieliśmy całą noc ze sobą w hamaku. W kabinach nie ma okien/przewiewu, więc raczej i tak spać będziecie na zewnątrz w hamakach.
♥ Noce bywają chłodne więc zabierzcie ze sobą cieplejsze ubrania oraz repelent na komary i owady
♥ Na statku są prysznice, ale jeżeli na dachu nie ma zbiornika z wodą to oznacza, że woda płynie prosto z rzeki. My braliśmy prysznic codziennie i nic nam nie było, jednak wrażliwsze osoby lub podróżujące z dziećmi muszą wiedzieć, że być może będą musiały wytrzymać bez prysznica kilka dni.
Iquitos
♥ W Iquitos zatrzymaliśmy się w sympatycznym Palau Amazonas Hotel w samym centrum miasta. Pokoje były schludne z klimatyzacją, śniadania dobre, wifi szybkie i mieliśmy prywatną łazienkę, a do tego właścicielka jest bardzo sympatyczną i pomocną osobą.
♥ Z portu w Iquitos do centrum miasta można dostać się autobusem za 1 SOL lub tuk tukiem (pod konkretny adres) za 3-5 SOL.
♥ Z Iquitos można popłynąć dalej: do Ekwadoru, do Brazylii lub tak jak my do Kolumbii. Do Limy można wrócić tą samą trasą lub samolotem. Bilety można kupić za około 300 zł.
/Wszystkie informacje podane w poście pochodzą z naszej podróży do Ameryki Południowej w 2017 roku. Ceny mogły ulec zmianie/
2 Comments
Ale to musiała być przygoda! Nie wiem jednak, czy mi samej nie byłoby szkoda czasu w podróży na kilka dni siedzenia na statku. Było warto? Tzn. czy rejs i samo Iquitos są na tyle fajne, że warto spędzić kilka dni nic nie robiąc?
Pewno, że się opłaca!


Na rejsie ma się możliwość odpocząć po górach, podejrzeć życie lokalsów i przeżyć przygodę!
Samo Iquitos nie jest ciekawe – tu raczej droga jest celem samym w sobie