Gdzie Smerfy mówią dobranoc. Chefchaouen.
Położone gdzieś u szczytów gór Rif zachęca do przybycia swoją niebieską zabudową, a niebieskie jest tutaj po prostu wszytko. Od dachów, przez ściany, drzwi i okiennice, na doniczkach, ławeczkach i kafelkach kończąc.
Już jakiś czas temu wpadliśmy na zdjęcia z tego uroczego miejsca i .. zakochaliśmy się na zabój. Od tamtej pory obiecaliśmy sobie, że czym prędzej odwiedzimy Maroko choćby po to, by zobaczyć tą smerfią wioskę. Mimo, że samo miasteczko lekko nas rozczarowało (ah ta magia photoshopa i google grafika), to cieszymy się, że dane nam było nam go zobaczyć.
Mieniąca się na wszystkie odcienie niebieskości medina pełna jest poukrywanych wąskich uliczek, dziedzińców i placów, a także przechadzających się, zakapturzonych mieszkańców. Otwarte drzwi zza których dobiegają wesołe rozmowy domowników wręcz kuszą, żeby za nie zajrzeć, a andaluzyjski styl i kolorowe ganki dają każdemu fotografowi niezłe pole do popisu.
Teksty w stylu: „haszisz?”, „tajin?” i o dziwo „halo Polska!” (do dziś nie wiemy, jak to możliwe, szczególnie, że wcale ze sobą nie rozmawialiśmy) to norma. Mimo wszystko jest tutaj o wiele spokojniej niż w Fezie czy Marrakeszu, gdzie upierdliwość mieszkańców daje się we znaki.
W Niebieskim Mieście najlepiej pozwolić się zatracić. Turskusy, błękity i niebieskości będą Wam dawać złudne wrażenie, że byliście na tym placu już trzy razy, a tą uliczką maszerowaliście na samym początku, ale to tylko podpucha.
Błądząc, koniecznie stańcie w długiej kolejce pełnej Marokańczyków ustawionej przed domową piekarnią, usiądźcie na starym placu i pijąc miętową herbatę wsłuchajcie się w nawoływania dochodzące z pobliskich meczetów, zdobądźcie zaufanie jednego z bezpańskich kotów i chłońcie atmosferę tego miejsca.
Marrakesz, czyli uczta dla podniebienia.
Marrakesz spodobał nam się o wiele bardziej od Chefchaouen, a to wszystko dlatego, że jednym z najważniejszych czynników podczas naszych podróży (prócz poznanych ludzi, mieszkańców i pięknych widoków) są doświadczenia kulinarne, a tych Marrakesz zapewnia aż zanadto.
Po 6 noclegach w samochodzie postanowiliśmy jedną noc spędzić w marokańskim riadzie, który zarezerwowaliśmy jeszcze przed naszym przylotem. Świetna lokalizacja (5 minut od głównego placu), miły właściciel i przede wszystkim bardzo klimatyczne miejsce. Nie wiedzieć czemu nasz pokój został zupgradowany do wyższego standardu i po 5 minutach w pięknym pokoju, zostaliśmy przeniesieni do malutkiego apartamentu, w marokańskim stylu.
W Marrakeszu warto odwiedzić któryś z souków (polecamy te z dala od Dżamaa al-Fina), potargować się na miejskim targu, wejść na jakiś dach, zajrzeć w starą witrynę, z boku przyjrzeć się życiu toczącemu się na ulicach i dziedzińcach.
Najlepiej przyjechać tutaj lekko wygłodzonym, bo Marrakesz to chyba najlepsza okazja by skosztować marokańskiej kuchni, a plac Dżamaa al-Fina zapewnia wszystko w jednym miejscu, tętniąc życiem od wschodu…
… do zachodu
Warto skosztować tutaj wspaniałej Hariry, czyli zupy z cierciorki, soczewicy, grochu, kuskusu, cebuli i baraniny lub Bessary, czyli zupa z fasoli podawana z olejem arganowym…
…długo smażonej baraniny podawane na talerzu z marokańskim chlebkiem, jedzonej rękami…
…zalanych specyficznym bulionem ślimaków podawanych jedynie z solą i pieprzem w dużych wozach na kołach…
..beghrir i rghajf – placuszków wypiekane na dwa różne sposoby najczęściej podawanych z owocami, miodem i dżemem..
…pasty Harissa wytwarzanej z pomidorów, czosnku, chili i oliwy z tradycyjnie wypiekanym chlebkiem khobz
…Kanapki wypełnionej marchewką, surówkami, oliwkami, ryżem (!) i jajkiem oraz bułki wypełnionej po brzegi gotowanymi ziemniakami i jajkiem.
Wszystko warto popić sokiem z wyciskanych pomarańczy (4 zł za kubeczek!) lub Berber Whiskey, czyli herbatom z duża ilością mięty i cukru.
W Marrakeszu +5 kg jest w cenie : )
Na dachach Fezu.
Fez to labirynt uliczek i rada typu : postarajcie się zgubić, jest tutaj zbędna, dlatego, że chcąc nie chcąc i tak do tego dojdzie. Nam udało się iść według planu aż 5 minut po czym zaczęliśmy się czuć niczym w „Procesie” Kafki, a wszystkie stragany, sklepiki, znaki drogowe i meczety wyglądały tak samo.
Kilka dni wcześniej głośno śmialiśmy się z rady przewodnika „poproś mieszkańca, by za drobną opłatą oprowadził Cię po medynie”, po czym żałowaliśmy, że nie zostawiliśmy sobie drobnych na taką przyjemność, bo po 2 godzinach błądzenia byliśmy lekko podirytowani.
Gdy już w końcu udało nam się wyjść z okręgu kilku uliczek zaczepił nas mężczyzna, który powiedział, że za darmo zaprowadzi nas na najlepszy taras widokowy (a tego głównie w Fezie szukaliśmy), obiecując, że zna taras z NAJLEPSZYM widokiem na starą garbarnię. Oczywiście pierw kilka razy warto takiego „miejscowego przewodnika” upewnić, że nie ma się pieniędzy i że nie zapłaci się za oprowadzenie i że jeśli chce jakąś zapłatę to my jednak trafimy sami.
Pieniędzy nie chciał, więc poszliśmy z nim do jednego ze sklepów z wyrobami ze skóry znajdującego się na 3 piętrze, z którego rozpościerał się piękny widok na wytwórnie skór. /Jak się później dowiedzieliśmy ów mężczyzna dostaje prowizje od przyprowadzonych klientów, jeżeli ci coś kupią w danym sklepie./
Zapach był (przynajmniej dla mnie – Sandry) nie do zniesienia, dlatego szybko zostaliśmy obdarowani kawałkami mięty, by go uśmierzyć. Sprzedawca po krótce odpisał nam proces tworzenia skóry, opowiedział o swoich wyrobach, pokazał różnicę między różnymi rodzajami skór, po czym na pożegnanie wyciągnął rękę po drobne. Mimo, że byliśmy przyzwyczajeni do tego typu zachowania za każdym razem narastała we mnie złość.
Warto jednak pobłądzić (nawet celowo), wstąpić na jeden z dachów i podejrzeć proces wyrobu skóry, a już na pewno warto wynająć przewodnika, który oprowadzi nas po tym pięknym mieście, które – a o to jesteśmy pewni – skrywa w sobie wiele sekretów.
___________________________________________________________
Informacje praktyczne:
♥ W Marrakeszu zatrzymaliśmy się w Riad Shalom (rezerwację robiliśmy wcześniej przez stronę kayak.pl). Takich riadów w całym maroko jest mnóstwo. Warto jednak sprawdzić czy dane miejsce faktycznie jest riadem, a nie tylko jest tak nazwany. Zazwyczaj w cenie jest też typowe marokańskie śniadanie.
♥ W Marrakeszu warto jadać tam gdzie jedzą miejscowi – jest tanio i dobrze, dlatego będąc na placu Dżamaa al-Fina należy rozglądać się za miejscami gdzie w menu jest tylko kilka pozycji (a nie wszystko od tajina, przez zupy i sałatki, a na pizzy i hamburgerach kończąc) i siedzi dużo Marokańczyków.
♥ Z Marrakeszu do Fezu jechaliśmy miejscowym autokarem (CTM – najbardziej znana i polecana firma przewozowa w Maroko miała wtedy zamknięte ‚okienko’). Za bilet na tej trasie zapłaciliśmy 150 MAD, czyli około 55 zł na osobę. Autobus spóźnił się o 2 godziny (co jest normą dla miejscowych autobusów), dlatego warto doliczyć sobie dodatkowy czas gdy jesteśmy ograniczeni godzinowo.
♥ W Fezie radzimy unikać spożywania posiłków i picia napojów w restauracjach znajdujących się na dachach (ceny są trzykrotnie wyższe).
♥ Same Maroko jest stosunkowo tanie. Przykładowe ceny to:
-marokańska herbata – 1/2 MAD
-zupa (harra lub bessara) to koszt 5-8 MAD
-kubek soku z pomarańczy – 4 MAD
-tajin (od warzywnych, przez rybne, mięsne, aż po owoce morza) – 25-80 MAD
-kanapki – 5-10 MAD
1 MAD = 0.40 zł
4 Comments
Marzy mi się to miejsce <3
[…] Wszyjsko fajnie, ale my sie na to niy rychtowali… Geszefty pozawiyrane, sztandy prōzne, autobusy i cugi niy jeżdżōm. Gynau jak mielimy zaplanowano rajza do Szafszawan. Niy, niy bylimy tam w kōńcu. Ôbiod zjedlimy w McDonald’sie, a bez reszta dnia łazilimy po “nowym mieście” Fezu. I tyż było gryfnie.
Ale jak niy wiycie co to je Chefchaouen, a chcecie zoboczyć richtich modre miasto, to musicie wlyź na blogi Adamant Wanderer i Świat Według Rostków. […]
[…] Wszyjsko fajnie, ale my sie na to niy rychtowali… Geszefty pozawiyrane, sztandy prōzne, autobusy i cugi niy jeżdżōm. Gynau jak mielimy zaplanowano rajza do Szafszawan. Niy, niy bylimy tam w kōńcu. Ôbiod zjedlimy w McDonald’sie, a bez reszta dnia łazilimy po „nowym mieście” Fezu. I tyż było gryfnie.
Ale jak niy wiycie co to je Chefchaouen, a chcecie zoboczyć richtich modre miasto, to musicie wlyź na blogi Adamant Wanderer i Świat Według Rostków. […]
[…] Ostatniego dnia autostradą pędzimy do Marrakeszu, by zwrócić samochód na czas. Żegnamy się z naszym białym rumakiem i tym razem już pieszo zmagamy się z brakiem organizacji ruchu w mieście. Jedziemy dalej – do Fez […]